12 listopada 2017

Van Halen - "5150" (1986)


W 1985 roku, po wydaniu krążka "1984", David Lee Roth postanowił odejść z kapeli, by poświęcić się solowej karierze. Zadanie znalezienia godnego zastępcy nie było łatwe - Roth posiadał nie tylko naprawdę niezły głos, ale i na scenie był frontmanem z krwi i kości. Wraz z Eddie'm był on wizytówką Van Halen i jego nieodłączną częścią. Ostatecznie wybór padł na Sammy'ego Hagara, który najpierw występował w hardrockowej grupie Montrose, a potem wydał kilka solowych płyt.

9 listopada 2017

Kiss - "Kiss Unplugged" (1996)


Występ akustyczny dla MTV odbył się 9 sierpnia 1995 roku w Nowym Jorku i był dla fanów Kiss ważny z kilku powodów. Po pierwsze, była to jedna z niewielu okazji, by w całości posłuchać Kiss akustycznie. Po drugie, zespół sięgnął w repertuarze po kilka nie granych od dawna utworów (jak "A World Without Heroes", "Goin' Blind" czy "Plaster Caster"). Wreszcie - po trzecie, był to pierwszy od 15 lat koncert z oryginalną czwórką muzyków w składzie, czyli również z Ace'em Frehley'em i Peterem Crissem, którzy wystąpili tu w paru utworach (w większości grają ówcześni muzycy Kiss - gitarzysta Bruce Kulick i perkusista Eric Singer). Chemia muzykami okazała się tak duża, że niedługo potem zorganizowano trasę reunion, na której grała czwórka Stanley-Simmons-Frehley-Criss. Powrócono tym samym do występów z nałożoną charakteryzacją (co ma miejsce do dziś).

6 listopada 2017

Nirvana - "Incesticide" (1992)


Kiedy myślimy o dyskografii Nirvany, przypominamy sobie o istnieniu trzech albumów studyjnych i koncertowego "MTV Unplugged in New York". Nie każdy jednak pamięta o istnieniu "Incesticide" - kompilacji wydanej na fali popularności krążka "Nevermind", zawierającej w większości niepublikowane wcześniej utwory, czyli m.in. nagrania demo, B-side'y czy parę coverów. Siłą rzeczy zostały one nagrane w różnych składach (zaledwie w sześciu utworach gra Dave Grohl). Niektóre z nich były już wcześniej znane (np. z EP-ki "Hormoaning"), inne nie. Była to więc doskonała okazja, by zebrać taki materiał na jednej płycie i wyciągnąć dodatkową kasę od fanów.

3 listopada 2017

Metallica - "...And Justice for All" (1988)


Strata Cliffa Burtona była ogromnym ciosem dla Metallici. Burton był wszechstronnym muzykiem i kompozytorem, a także jednym z najlepszych metalowych basistów wszech czasów. Nie można również zapomnieć, że James, Lars i Kirk stracili przede wszystkim przyjaciela. Na skutek tego myśleli nawet o rozwiązaniu zespołu, ale m.in. za sprawą matki Burtona, która odradzała im takie wyjście, postanowili kontynuować działalność.

31 października 2017

Kiss - "Revenge" (1992)


Na "Revenge" muzycy Kiss wreszcie porzucili glammetalowe klimaty i powrócili do naprawdę mocnego, prawdziwie heavymetalowego grania - był to zdecydowanie najcięższy longplay od czasów "Creatures of the Night". Panom dopisywała też wena twórcza, bo same kompozycje robią dużo lepsze wrażenie niż na poprzednich czterech wydawnictwach. Wydawałoby się, że w obozie Kiss wszystko jest w jak najlepszym porządku.

28 października 2017

Ramones - "Subterranean Jungle" (1983)


Jest jedna rzecz która na starcie w pewnym stopniu dyskwalifikuje wydany w 1983 r. "Subterranean Jungle" - beznadziejne, tragicznie płaskie brzmienie instrumentów. Nawet gdyby same utwory prezentowały lepszy poziom, można byłoby mówić o lekkim niedosycie. Niestety, uchybienia produkcyjne nie są wynagradzane kompozycyjnie. W obu przypadkach jest słabiej niż na poprzednich wydawnictwach.

25 października 2017

Van Halen - "1984" (1984)


Po paśmie wielu sukcesów, w 1984 roku Van Halen wypuściło na półki sklepowe swoje szóste dzieło. Tym samym porwali się na dość radykalny krok - a to dlatego, że w kilku nagranich bardzo śmiało wykorzystano syntezatory, zgodnie z ówczesną modą na elektroniczne brzmienia. Taki zabieg mógł budzić kontrowersje, a mimo to płyta sprzedawała się rewelacyjnie. Nazwano ją po prostu... "1984". Tak na wypadek, żebyśmy nie zapomnieli w jakim roku została wydana.

22 października 2017

Kiss - "Hot in the Shade" (1989)


Zespół Kiss pod koniec lat 80., podobnie jak wiele innych, uległ możliwościom czasowym jakie dawała płyta kompaktowa i nagrał dłuższy niż zwykle premierowy materiał, trwający prawie godzinę. Można było więc dostarczyć słuchaczom wiele świetnej muzyki. Niestety, stało się inaczej i ostatecznie "Hot in the Shade" wypadł najsłabiej z całej dyskografii Kiss. Stylistycznie jest on kontynuacją "Crazy Nights" i kilku poprzednich krążków, ale przy tym cierpi również na brak dobrych pomysłów. Mamy tu aż 15 utworów, a niewiele z nich wypada pozytywnie. Całość graficznie reprezentuje najbrzydsza okładka Kiss.

19 października 2017

Nirvana - "Nevermind" (1991)


Masywny "Bleach" dzięki swej chaotyczności nie był albumem, który mógł zyskać większy rozgłos. Na jego następcy muzycy postanowili pójść inną drogą i postawili na maksymalną przebojowość. Oczywiście sam talent muzyków nie wystarczyłby, gdyby nie pomocna promocja medialna, m.in. kanału muzycznego MTV. Ale i tak się opłaciło - "Nevermind" już w 1991 r. był niesamowitym osiągnięciem komercyjnym (obecnie diamentowa płyta w USA), ale też artystycznym. Przy okazji nagrywania materiału do "Nevermind" do grupy dołączył również perkusista Dave Grohl, który pozostał w niej do samego jej końca. Zaś dzięki opisywanemu longplayowi członkowie Nirvany z dnia na dzień stali się wielkimi gwiazdami. W sumie za dużo już napisano i powiedziano na temat "Nevermind", żebym zamieścił tu coś odkrywczego.

16 października 2017

Metallica - "Master of Puppets" (1986)


Trudno było przebić tak doskonałe wydawnictwo jak "Ride the Lightning". W połowie lat 80. popularność zespołu rosła, a oczekiwania co do nowego materiału były coraz większe. Trzeci krążek Metallici - "Master of Puppets" został rewelacyjnie przyjęty, może nawet jeszcze lepiej niż poprzednie. Moim zdaniem nie przebił poprzednika, ale obniżka poziomu jest naprawdę mała. Co więcej - "Master of Puppets" to kolejny nadzwyczajny popis możliwości Metallici.

13 października 2017

Kiss - "Crazy Nights" (1987)


W drugiej połowie lat 80. muzycy Kiss zaczęli wypuszczać rzadziej swoje krążki, w związku z czym rok 1986 był pierwszym, w którym nie wydano studyjnego albumu grupy. Zabieg ten zadziałał na korzyść, ponieważ "Crazy Nights" przyniósł lepszy materiał niż dwa poprzednie dzieła tej kapeli. Dodatkowo, przez te 2 lata nie zmienił się skład Kiss, pierwszy raz od 1982 roku. Warto wspomnieć, że omawiana płyta była wielkim sukcesem w Wielkiej Brytanii, głównie za sprawą utworu (niemalże) tytułowego.

10 października 2017

Ramones - "Pleasant Dreams" (1981)


"End of the Century" był nieco większym sukcesem niż poprzednie wydawnictwa Ramones, ale większość członków zespołu ani myślała ponawiać współpracy z Philem Spectorem. Jedynie Joey chciał tworzyć przyszłe dzieła w stylu "End of the Century", nie zawierające czystego punk rocka, co również spotkało się z dezaprobatą reszty. Ostatecznie zgodnie zdecydowano się na nagranie albumu w stylu pierwszych dokonań Ramones.

7 października 2017

Van Halen - "Diver Down" (1982)


Jeden rok, jeden longplay. Tempo zespołu było w tym czasie błyskawiczne, ale i w pewien sposób wyczerpujące. Do tego stopnia, że na następnym albumie zaszły poważne zmiany. W rezultacie "Diver Down" jest kolejnym nietypowym dla Van Halen dziełem. Nie chodzi tylko o nietypowe rozwiązania niektórych kompozycji, ale przede wszystkim o nieoczywisty dobór materiału. Nie da się ukryć, że "Diver Down" autorzy zamieścili pewien klarowny podział utworów: autorskie, pełne nagrania, miniaturki i covery. Dlatego też recenzję wyjątkowo podzielę na trzy osobne części.

4 października 2017

Kiss - "Asylum" (1985)


W okresie 1982-1985 miały miejsce najczęstsze zmiany na stanowisku gitarzysty prowadzącego Kiss. Ace'a Frehley'a zastępowali kolejno: Vinnie Vincent, Mark St. John i Bruce Kulick. St. John opuścił zespół z powodu problemów z ręką, które uniemożliwiały mu grę na gitarze. Na jego miejsce przyjęto więc Bruce'a - brata Boba, który grał w kilku utworach na albumie "Creatures of the Night". Na szczęście, pozostał on z Kiss na dłużej, a skład Stanley-Simmons-Carr-Kulick istniał jeszcze przez kilka lat. Panowie w kwestiach personalnych wreszcie się ustabilizowali.

1 października 2017

Nirvana - "Bleach" (1989)


Nirvana została założona w 1987 r. przez wokalistę/gitarzystę Kurta Cobaina i basistę Krista Novoselica. To zdecydowanie najpopularniejszy zespół grunge'owy - każdy o nim słyszał, oczywiście za sprawą megahitu pt. "Smells Like Teen Spirit". Żaden z kawałków z debiutanckiego krążka "Bleach" nawet w połowie nie zdobył takiej popularności. Warto zauważyć, że na albumie gra w sumie dwóch perkusistów - w większości utworów słyszymy Chada Channinga, ale w "Floyd the Barber", "Paper Cuts" i "Downer" (z reedycji z bonusami) gra Dale Crover. Jest to najprawdopodobniej spowodowane tym, że w tym czasie grupa często zmieniała perkusistów (na przełomie lat 1988-1990 było ich aż sześciu).

28 września 2017

Ozzy Osbourne - "Diary of a Madman" (1981)


Książę Ciemności albumem "Blizzard of Ozz" powrócił do tzw. gry i pokazał, że bez wsparcia kolegów z Black Sabbath potrafi nagrać ciekawy materiał. Sytuacja ma się podobnie z kolejnym krążkiem, zatytułowanym "Diary of a Madman". Może longplay ten nie przyniósł tyle wiekopomnych hitów, ale bez wątpienia był kolejnym dowodem na pomysłowość Ozzy'ego i jego muzyków. Dodatkowo, znacznie poprawiono tu brzmienie, które do dziś się broni.

25 września 2017

Kiss - "Animalize" (1984)


Po wydaniu "Lick It Up" Kiss znów znalazł się w dogodnej sytuacji. Choć w samym zespole nie działo się najlepiej - gitarzysta Vinnie Vincent został wyrzucony, prawdopodobnie z powodu nieporozumień między nim a resztą muzyków, na skutek czego nie miał już wkładu kompozytorskiego w powstawanie nowego krążka (wkrótce potem założył on glammetalową formację Vinnie Vincent Invasion). Na jego miejsce zatrudniono Marka St. Johna, który również nie zagrzał na długo miejsca w kapeli, a jedynym dokonaniem z jego udziałem jest właśnie "Animalize" - 12. studyjny album Kiss. Choć warto dodać, że w "Murder in High Heels" i "Lonely is the Hunter" partie gitary prowadzącej odegrał Bob Kulick, który niedługo potem dołączył na stałe do zespołu.

22 września 2017

Metallica - "Ride the Lightning" (1984)


Metallica w 1983 roku za sprawą swojego znakomitego debiutu stała się niemałą sensacją na amerykańskim roku muzycznym. Równo rok po wydaniu "Kill 'Em All" zespół z Kalifornii zaserwował słuchaczom drugą płytę. O ile na debiucie niektóre rzeczy brzmiały jeszcze dość amatorsko, tak Ride the Lightning" jest produktem w pełni profesjonalnym i pozbawionym uchybień - a dzięki temu płytą dużo lepszą, nierzadko wręcz genialną. Znakomitą pod każdym względem. Muzycy pokazali, że thrash metal nie musi być wcale jednostajny i przewidywalny.

19 września 2017

Kiss - "Lick It Up" (1983)


"Creatures of the Night" mimo że cieszył się zainteresowaniem wśród słuchaczy, to nie zrobił furory na listach przebojów i zdecydowanie nie był sukcesem na miarę albumów z lat 1975-1979. Muzycy zdawali sobie z tego sprawę i wprowadzili kilka znaczących zmian w swoim image'u. Po świętowaniu 10-lecia istnienia Kiss postanowili grać na żywo... bez charakteryzacji. Był to spory szok dla fanów, ale z drugiej strony intrygujący pomysł.

16 września 2017

Boston - "Boston" (1976)


Grupa Boston, utworzona w tym samym mieście co jej nazwa, jest zdecydowanie najbardziej znana ze swojego debiutu, który był swojego czasu tak dużym sukcesem komercyjnym, że do czasu "Appetite for Destruction" z 1987 roku był najlepiej sprzedającym się debiutem w historii. Trzy miesiące po jego wydaniu zdobył w USA platynową płytę, a obecnie jego sprzedaż liczy się tam w okolicach 17 milionów. Co przeważyło o takim sukcesie? Przede wszystkim chwytliwość i przystępność. Głównym kompozytorem całości był gitarzysta i założyciel kapeli, Tom Scholz - to właśnie jemu można zawdzięczać tak ogromny sukces.

13 września 2017

Kiss - "Creatures of the Night" (1982)


"Music from 'The Elder'" z 1981 roku był ogromną klapą dla Kiss, na skutek czego grupa utknęła w tym czasie w martwym punkcie. Co robić, by ratować popularność i w większości utracone zaufanie fanów? Muzycy po wielu latach eksperymentowania (czy jak to niektórzy nazwą - błądzenia) powrócili do bardziej kissowskiego stylu, znanego z pierwszych dokonań, z jedną różnicą - album jest znacznie cięższy niż jakiekolwiek wcześniejsze dzieło Kiss.

10 września 2017

Ramones - "End of the Century" (1980)


Pierwsze cztery albumy Ramones trzymały się kurczowo jednego, wypracowanego stylu i można by pomyśleć, że na piątym krążku otrzymamy dokładnie takie samo granie. A jednak nie można powiedzieć, że "End of the Century" jest taką samą płytą jak poprzednie. Na skutek braku popularności wydawnictw, zespół postanowił nawiązać współpracę ze słynnym producentem Philem Spectorem, twórcą przełomowej techniki, tzw. ściany dźwięku, umożliwiającej wielokrotne nagrywanie instrumentów muzycznych, a także zwielokrotnianie ich brzmienia.

7 września 2017

Kiss - "Music from 'The Elder'" (1981)


"Unmasked" był najsłabiej sprzedającym się krążkiem od czasów koncertowego "Alive!". By ratować popularność zespół postanowił m.in. odrzucić wpływy disco i porwał się na najbardziej radykalny rok w swojej karierze - nagranie concept albumu. W tym celu ponowiono współpracę z Bobem Ezrinem - producentem najbardziej eksperymentalnego w dotychczasowej karierze "Destroyera". Przygotowano się do tego bardzo sumiennie i opracowano teksty, które miały stanowić jedną historię. Było to bardzo ambitne i niespotykane jak na Kiss przedsięwzięcie; miało to być coś na kształt floydowskiego "The Wall" (tylko w formie jednopłytowego albumu), w którego realizacji czynny udział brał Ezrin. Podobnie jak na "Destroyerze" chłopakom pod względem kompozycyjnym pomogły osoby z zewnątrz zespołu.

4 września 2017

Van Halen - "Fair Warning" (1981)


Sesja nagraniowa do "Fair Warning" zaowocowała pierwszym poważnym konfliktem na linii Eddie Van Halen-David Lee Roth. Gitarzysta dążył do nagrywania bardziej nietypowych, poważnych i skomplikowanych utworów, zaś wokalista obstawiał przy trzymaniu się sprawdzonego już stylu (i miał w tym sojusznika w postaci producenta Teda Templemana). Ostatecznie gitarzysta uległ naciskom obu panów i "Fair Warning" nie odstaje znacznie od wcześniejszych dokonań Van Halen. Aczkolwiek nadal możemy na nim znaleźć kilka intrygujących rozwiązań.

1 września 2017

Iron Maiden - "The Book of Souls" (2015)


Przyznam, że miałem lekkie obawy co do "The Book of Souls". Po dobrym wykonawczo, ale ogólnie średnio zadowalającym "The Final Frontier" oczekiwałem wreszcie czegoś bardziej zwięzłego, z krótszymi killerami na miarę "Aces High". Gdy zobaczyłem informację o czasie trwania zarówno albumu, jak i utworów byłem nieco przerażony (aż 3 z nich trwają ponad 10 minut - to dokładnie tyle co na poprzednich 15 wydawnictwach). Muzycy po raz pierwszy wyszli tu poza standardowy czas płyty kompaktowej 80 minut. Jednak mogę z czystym sumieniem powiedzieć, że obawy te okazały się bezpodstawne i "The Book of Souls" wydany na 40-lecie istnienia zespołu jest w większości dokładnie takim albumem, jakiego można wymagać od twórczości Żelaznej Dziewicy.

29 sierpnia 2017

Kiss - "Unmasked" (1980)


Przebojowy "Dynasty" mimo platyny w USA był oceniany dość średnio, między innymi za eksperymenty z disco. Na "Unmasked" muzycy postanowili podążyć nieco inną ścieżką, chwilowo wzbogacając instrumentarium o syntezatory klawiszowe (którego partie znajdują się w kilku kawałkach), a także łagodząc brzmienie. Jednak longplay ten był najmniejszym sukcesem komercyjnym od 1975 roku. Zabrakło tu po prostu hitu na miarę "I Was Made for Lovin' You". A może brak sukcesu należy upatrywać w słabszym poziomie całości.

26 sierpnia 2017

Ramones - "Road to Ruin" (1978)


Na początku 1978 r. miała miejsce pierwsza zmiana personalna w składzie Ramones - perkusista Tommy Ramone odszedł z kapeli, a na jego miejsce zatrudniono Marca Bella, który przyjął nazwisko Marky Ramone. W przeciwieństwie do Tommy'ego, Bell miał już pewne doświadczenie muzyczne, grając wcześniej w hardrockowej formacji Dust, a także punkrockowym The Voidoids. I to słychać, w jego grze jest dużo więcej polotu niż u Tommy'ego - tym samym przewyższał też umiejętnościami innych członków zespołu. Poprzedni bębniarz poświęcił się z kolei produkcji krążków - był jednym z producentów tego albumu (a także poprzednich dwóch).

23 sierpnia 2017

Kiss - "Dynasty" (1979)


"Love Gun" zakończył pewien etap w karierze grupy, a jego wydanie można uznać za moment największej kissomanii. Na tyle, że po jego premierze muzycy wcielili w życie śmiały pomysł o nagraniu czterech oddzielnych, solowych albumów każdego z członków Kiss - wszystkie ukazały się w tym samym dniu, 18 września 1978 roku. Niektóre odniosły sukces, inne były rozczarowaniem. Po lekkim skoku w bok, muzycy zebrali się ponownie, by nagrać siódmy w kolejności oficjalnej dyskografii "Dynasty" - dzieła trochę niedocenianego i ocenianego niżej od poprzednich dokonań zespołu. Ok, może nie wszyscy do końca w nim uczestniczyli.

20 sierpnia 2017

Iron Maiden - "The Final Frontier" (2010)


Progresywnej ścieżki ciąg dalszy. Od czasu, gdy do składu wrócił Bruce Dickinson płyty Żelaznej Dziewicy zaczęły być coraz dłuższe. Nagrany po czterech latach przerwy "The Final Frontier" pobił nawet rekord poprzednika - jego czas trwania wynosi niecałe 77 minut, dzięki czemu zmieścił się jeszcze na pojedynczej płycie CD. Zawiera 10 utworów, co pozwala wywnioskować, że nie będą one należeć do najkrótszych. Tak jest w rzeczywistości, jednak tym samym grupa po raz kolejny wpadła w pułapkę przesadnego wydłużania utworów, a na "The Final Frontier" chyba przesadzono z tym najbardziej.

18 sierpnia 2017

Metallica - "Kill 'Em All" (1983)


Metallica to zdecydowanie najbardziej znany zespół thrashmetalowy, chyba każdy przynajmniej raz w życiu słyszał o jego istnieniu. No powiedzmy, że grupa nie grała przez całą karierę thrash metalu, w późniejszych krążkach muzycy często łagodzili swoje brzmienie. Wracając jednak do 1983 roku, został wtedy wydany pierwszy album thrashmetalowy - "Kill 'Em All".

16 sierpnia 2017

Ramones - "Rocket to Russia" (1977)


"Rocket to Russia" jest ostatnim albumem Ramones nagranym w pierwszym składzie grupy, z perkusistą Tommy'm Ramone na pokładzie. Stylistycznie dalej nie przyniósł on drastycznych zmian w twórczości grupy. Choć warto dodać, że krążek ten jako pierwszy w historii Ramones przebił się do pierwszej setki listy Billboard 200 w USA., a utwór "Rockaway Beach" cieszył sporą - jak na Ramones - popularnością i był tym samym najlepiej sprzedającym się singlem kapeli w Stanach Zjednoczonych. Niestety, przy nieco większych sukcesach mamy do czynienia z bardziej nierównym materiałem od poprzednich.

12 sierpnia 2017

Iron Maiden - "A Matter of Life and Death" (2006)


14. album Iron Maiden - "A Matter of Life and Death" został bardzo dobrze przyjęty przez fanów i krytyków, znacznie lepiej niż poprzedni "Dance of Death". Członkowie zespołu byli tak zadowoleni ze swojego dzieła, że grali go na żywo w całości. Jednak mimo to żaden z tych utworów nie przetrwał na długo w setliście. Jeśli próbować porównać go z innym dziełem Żelaznej Dziewicy, to chyba tylko z "The X Factor", zarówno w kontekście czasu długości, jak i posepności nagranego materiału (choć w tej kwestii dzieło z Bayley'em nadal jest na pierwszym miejscu).

11 sierpnia 2017

Kiss - "Love Gun" (1977)


"Rock and Roll Over" nie sprzedał się tak dobrze jak "Destroyer", a mimo to cieszył się niemałym zainteresowaniem. Na fali sukcesu, chłopaki przystąpili do nagrywania szóstego albumu w ich karierze, nazwanego "Love Gun". Dotarł on na 4. miejsce list przebojów w USA, co było najwyższą lokatą w ich dotychczasowej karierze.

9 sierpnia 2017

Ozzy Osbourne - "Blizzard of Ozz" (1980)


Wyrzucenie Ozzy'ego Osbourne'a z Black Sabbath, z powodu narastających kłopotów wokalisty z narkotykami i alkoholem, było jednym z ważniejszych wydarzeń muzycznych końcówki lat 70. Wizerunek formacji był kojarzony nie tylko z posępnymi riffami Tony'ego Iommi, ale przede wszystkim z charakterystycznym głosem Ozzy'ego. Z perspektywy czasu okazało się, że było to jednak dobre posunięcie. Zarówno "Blizzard of Ozz", jak i "Heaven and Hell" przyniosły ciekawszy materiał niż dwa ostatnie, słabsze niż wcześniej albumy Sabbathów. Mi osobiście nieco bardziej do gustu przypadło dzieło Osbourne'a.

7 sierpnia 2017

Iron Maiden - "Dance of Death" (2003)


Po wydaniu porywającego "Brave New World" Iron Maiden znów był na ustach wszystkich. Wielu osobom płyta się podobała, odniosła też sukces kasowy. Nic dziwnego, że trasa ją promująca była równie udana, co udokumentowano znakomitą koncertówką "Rock in Rio". Po tak triumfalnym comebacku panowie mogli nagrać co tylko chcieli. Rezultatem nagrań jest "Dance of Death", który zdobi najbrzydsza okładka w historii zespołu. Serio, coś okropnego.

5 sierpnia 2017

Van Halen - "Women and Children First" (1980)


Po dobrze przyjętych dwóch albumach zespół był w bardzo komfortowej sytuacji - cieszył się niesamowitą popularnością, zaś trasy koncertowe okazywały się ogromnymi sukcesami. W przerwie między występami chłopaki znaleźli czas, żeby zarejestrować materiał na trzeci krążek studyjny o dość dramatycznym tytule "Women and Children First". Kolejny naprawdę udany w ich karierze, z paroma nietypowymi rozwiązaniami.

3 sierpnia 2017

Kiss - "Rock and Roll Over" (1976)


Album "Destroyer" został pokochany przez publiczność, co przełożyło się na wyniki sprzedaży (obecnie ma status podwójnej platyny w USA). Po takim sukcesie, w tym samym roku, na półkach sklepowych ukazał się krążek "Rock and Roll Over" z nowym materiałem. Po kilku eksperymentach z brzmieniem i aranżacją utworów, muzycy wrócili do bardziej surowego stylu znanego z pierwszych trzech wydawnictw. Dodatkowo, tym razem komponowanie odpuścił sobie Ace Frehley, skupiając się jedynie na wykonaniu stworzonych przez kolegów rzeczy.

1 sierpnia 2017

Iron Maiden - "Brave New World" (2000)


Koniec lat 90. XX wieku był okresem ogromnych niespodzianek. Reszta muzyków rozstała się z Blaze'em Bayley'em, oficjalnie z powodu jego problemów z głosem. To co stało się potem przeszło najśmielsze oczekiwania fanów - nie tylko na miejsce Bayley'a zatrudniono Dickinsona, ale wraz z nim powrócił również Adrian Smith. Słysząc o tym w tamtych czasach byłbym pewnie w siódmym niebie. Tym bardziej, że obaj panowie działali wcześniej w solowej grupie Dickinsona, wydając udane "Accident of Birth" i "The Chemical Wedding", nic więc nie wskazywało, że mają ochotę na powrót. Dodatkowo, w składzie zachowano Janicka Gersa (bo i po co byłoby wyrzucać tego cudaka?). A jednak cuda się zdarzają. Panowie przystąpili do pracy nad 12. studyjnym albumem Iron Maiden. Efektem jest jedno z najlepszych dokonań grupy, słusznie wielbione na całym świecie przez miłośników muzyki metalowej.

30 lipca 2017

Scorpions - "Humanity: Hour I" (2007)


Po utrzymanym w tradycyjnym stylu dziele z 2004 r., "Humanity: Hour I" miał być krążkiem bardziej nowoczesnym - co potwierdzają pierwsze, elektronicznie przetworzone słowa zawarte na tym wydawnictwie, na początku utworu "Hour I". Nasuwa to nieprzyjemne skojarzenia z niezbyt reprezentacyjnym longplayem "Eye II Eye". Niestety, na takich powiązaniach się nie kończy - oba krążki są bowiem podobne pod względem jakościowym, może z lekką przewagą na korzyść opisywanej płyty. Ponadto, panom chyba nie dopisywała wena twórcza, bo - jak nigdy wcześniej - skorzystali z bardzo dużej pomocy współpracowników z zewnątrz. A może to właśnie przez ten zabieg "Humanity: Hour I" wypada tak nijako.

28 lipca 2017

Iron Maiden - "Virtual XI" (1998)


"The X Factor" był dla wielu rozczarowaniem, głównie ze względu na udział Blaze'a Bayley'a. Sprzedaż płyt zmalała, a zainteresowanie tym brytyjskim bandem wśród fanów i mediów było coraz mniejsze. Harris i spółka nagrali więc longplay dużo bardziej przystępny, utrzymany w duchu typowo ironowego grania. Chyba nie poskutkowało, bo "Virtual XI" sprzedał się dużo gorzej niż poprzednik.

26 lipca 2017

Ramones - "Leave Home" (1977)


Debiut Ramones został dobrze przyjęty, choć nie odniósł sukcesu na listach przebojów. 9 miesięcy później ukazał się drugi album tej formacji. Muzycznie w żadnym wypadku nie znajdziemy tu kroku do przodu względem debiutu - "Leave Home" jest jego logiczną kontynuacją. Prezentuje również podobny, choć nieco słabszy poziom całości.

24 lipca 2017

Iron Maiden - "The X Factor" (1995)


Z Żelaznej Dziewicy w 1993 r. odszedł Bruce Dickinson, który od dawna marzył o solowej karierze. Śpiewanie w Iron Maiden męczyło go od dłuższego czasu i gdy nadarzyła się okazja, po zarejestrowaniu "Fear of the Dark" i promującej ją trasie koncertowej, wokalista opuścił szeregi zespołu. Dla wielu fanów kapeli ta jedna wiadomość oznaczała jej definitywny koniec. Dickinson odcisnął na historii IM ogromne piętno i wydawał się być kimś absolutnie niezastąpionym. Każda decyzja o jego zastąpieniu mogła być skazana na druzgocącą porażkę. Zwłaszcza że, jak się potem okazało, solowa działalność Bruce'a była w większości naprawdę udana. Steve Harris zamierzał nawet rozwiązać Iron Maiden. Tak się jednak nie stało i nowym frontmanem w zespole został niejaki Blaze Bayley, znany z heavymetalowej formacji Wolfsbane. Krytyce i rozczarowaniom nie było końca.

22 lipca 2017

Kiss - "Destroyer" (1976)


Koncertowy "Alive!" odniósł upragniony przez muzyków sukces i przysporzył grupie nowe grono fanów, którzy od tej pory z niecierpliwością oczekiwali na nowe dzieło studyjne czterech wymalowanych cudaków. W tych okolicznościach nie dziwi fakt, że "Destroyer" był kasowym sukcesem, największym w historii grupy. Z drugiej strony, pod względem artystycznym nie spełnia on ustalonego wcześniej przez zespół poziomu. Warto odnotować, że "Destroyer" był pierwszym longplayem, w którym w przygotowaniu nowego materiału chłopakom pomagali współpracownicy z zewnątrz, w tym producent albumu - Bob Ezrin.

20 lipca 2017

Iron Maiden - "Fear of the Dark" (1992)


"Fear of the Dark" to jeden z najbardziej rozpoznawalnych krążków Żelaznej Dziewicy, oczywiście za sprawą kultowego utworu tytułowego, który również jest najsłynniejszym z katalogu zespołu. Był to także trzeci album, który zawojował brytyjskie listy przebojów, docierając na 1. miejsce. Niestety, jego popularność nie przełożyła się do końca na jakość materiału. Mamy tu do czynienia z dziełem udanym, lecz nierównym.

18 lipca 2017

Ramones - "Ramones" (1976)


Czołowy przedstawiciel amerykańskiego punk rocka - Ramones - powstał w 1974 roku. Grało w nim czterech muzyków, którzy nie mieli pojęcia o graniu i znali jedyne podstawowe chwyty muzyczne. Wizerunkowo ciekawym zabiegiem było noszenie przez nich skórzanych, motocyklowych kurtek (później nazwanych jako ramoneski), a także przybranie jednego nazwiska - a nazwisko wzięło się od Paula McCartney'a, który w czasie aktywności muzycznej The Beatles meldował się w hotelach jako... Paul Ramone. W ten sposób wokalista (a początkowo też perkusista) Jeffrey Hyman stał się Joey'em Ramone, gitarzysta John Cummings stał się Johnny'm Ramone, basista Douglas Colvin nazwał samego siebie Dee Dee Ramone, a perkusista Thomas Erdelyi Tommy'm Ramone. Z całej czwórki nikogo nie ma już na tym świecie.

16 lipca 2017

Van Halen - "Van Halen II" (1979)


Dzięki albumowi "Van Halen" muzycy w błyskawicznym tempie stali się gwiazdami amerykańskiego rocka, a Eddie Van Halen dołączył do panteonu gitarowych Bogów. Zaczęły się koncerty, a grupa została wybrana do supportowania samego Black Sabbath. Fani, poza występami na żywo, oczekiwali również na następny krążek i nie musieli długo czekać, bo został on wydany 13 miesięcy po debiucie, również nakładem wytwórni Warner Bros i pod niezbyt wymyślnym tytułem "Van Halen II".

14 lipca 2017

Iron Maiden - "No Prayer for the Dying" (1990)


"No Prayer for the Dying" to najprostszy longplay w historii Maidenów. W całości jest oparty na krótkich, niewyszukanych utworach, brak tu rozbudowanych propozycji, typowych dla wcześniejszej i późniejszej twórczości zespołu. Taki był zamysł Harrisa, który po "Seventh Son of a Seventh Son" i trasie go promującej uznał, że czas wrócić rockowych korzeni. Także brzmienie jest bardziej surowe, a także bardziej hardrockowe niż heavymetalowe.

11 lipca 2017

Kiss - "Alive!" (1975)


Dokonania studyjne Kiss, jakkolwiek udane, nigdy nie oddawały tego, co grupa przedstawiała na żywo. Ich występy, oprócz niekonwencjonalnych rozwiązań pod względem oprawy, były też pokazem niesamowitej energii i żywiołowości wykonań utworów. Studyjne krążki w większości przechodziły bez echa, chłopaki postanowili więc dołożyć do pieca, spełnić oczekiwania fanów i zarejestrować materiał na album koncertowy (nagrano go podczas koncertów w Detroit, Cleveland, Wildwood oraz Davenport). Paradoksalnie, było to najlepsze z możliwych rozwiązań, ponieważ "Alive!", wydany w tym samym roku co "Dressed to Kill", był pierwszym prawdziwym sukcesem komercyjnym zespołu - krążek dochodząc do 9. miejsca na amerykańskich listach przebojów, niesamowicie zwiększył popularność Kiss.

10 lipca 2017

Iron Maiden - "Seventh Son of a Seventh Son" (1988)


Seven deadly sins
Seven ways to win
Seven holy paths to hell
And your trip begins

Seven downward slopes
Seven bloodied hopes
Seven are you burning fires
Seven your desires...

Taką deklamację z ust Dickinsona słyszymy na początku i końcu płyty "Seventh Son of a Seventh Son", z jedną drobną różnicą. Dlaczego zastosowano taki niecodzienny dla Maidenów zabieg? Omawiane dzieło jest bowiem concept albumem, na którym wszystkie utwory tworzą spójną całość, zaś teksty opowiadają jedną historię Siódmego Syna Siódmego Syna. Taki zabieg miał pokazać inspiracje Steve'a Harrisa zespołami progresywnymi. Pomysł był ryzykowny - Iron Maiden był zespołem mającym elementy rocka progresywnego, ale nigdy nie porywał się na nagranie concept albumu. Longplay wyszedł w 1988 roku i został nazwany arcydziełem. Opłaciło się.

8 lipca 2017

Iron Maiden - "Somewhere in Time" (1986)


Przy okazji "Powerslave" w stronę muzyków pojawiły się zarzuty, że grupa twórczo zjada własny ogon. By uniknąć podobnych oskarżeń, postanowiono nagrać płytę inną niż poprzednie. Nic dziwnego, że po międzynarodowym tournée w obozie Żelaznej Dziewicy trochę się pozmieniało - dobre relacje na linii Dickinson-Harris stanęły bowiem pod znakiem zapytania. Bruce chciał przemycić na nadchodzący album akustyczne kawałki, z czym zdecydowanie nie zgadzał się Steve. Doszło nawet do tego, że utwory Dickinsona zostały odrzucone, przez co nie miał on wkładu kompozycyjnego na "Somewhere in Time"; ponoć już wtedy rozważał opuszczenie grupy. Z drugiej strony, jako kompozytor zabłysnął tu Adrian Smith, który samodzielnie stworzył trzy utwory. Ostatecznie zdecydowano się ostatecznie na trochę mniej radykalny krok niż wpływy akustyczne - dodanie syntezatorów gitarowych.