10 lipca 2017

Iron Maiden - "Seventh Son of a Seventh Son" (1988)


Seven deadly sins
Seven ways to win
Seven holy paths to hell
And your trip begins

Seven downward slopes
Seven bloodied hopes
Seven are you burning fires
Seven your desires...

Taką deklamację z ust Dickinsona słyszymy na początku i końcu płyty "Seventh Son of a Seventh Son", z jedną drobną różnicą. Dlaczego zastosowano taki niecodzienny dla Maidenów zabieg? Omawiane dzieło jest bowiem concept albumem, na którym wszystkie utwory tworzą spójną całość, zaś teksty opowiadają jedną historię Siódmego Syna Siódmego Syna. Taki zabieg miał pokazać inspiracje Steve'a Harrisa zespołami progresywnymi. Pomysł był ryzykowny - Iron Maiden był zespołem mającym elementy rocka progresywnego, ale nigdy nie porywał się na nagranie concept albumu. Longplay wyszedł w 1988 roku i został nazwany arcydziełem. Opłaciło się.

"Seventh Son of a Seventh Son" to dzieło bardzo przemyślane. Już sama okładka zaskakująca prostotą ma nie odwracać naszej uwagi od treści utworów zawartych na albumie. Nic tu nie jest przypadkowe. Krążek wprowadził nową jakość do muzyki Maidenów i pokazał nowe możliwości genialnego Steve'a Harrisa. Nie będę się jednak zagłębiał w zawartość tekstową, a uwagę skupię na warstwie muzycznej.

Początek "Moonchild" zaskakuje bardziej śmiałym niż na "Somewhere in Time" użyciem syntezatorów. Czyżby tym razem przesadzili? Nic bardziej mylnego, zabieg ten zapewnia ciekawą atmosferę, poza tym po ponad minucie klawiszowego pasażu wszystko powraca do normy. Dużo większe wrażeie robi "Infinite Dreams". Początkowo subtelny, wręcz senny numer stopniowo się rozwija, by przejść w prawdziwie metalowy czad z fascynującymi partiami gitar. Niesamowite doświadczenie muzyczne. "Can I Play With Madness" ma dla odmiany bardzo piosenkowy charakter, jednak to zdecydowanie najmniej ciekawe nagranie w zestawie. Nie odrzuca (może poza refrenem), ale i nie zachwyca. W kategorii potencjalnego hitu znacznie lepiej sprawuje się "The Evil That Men Do", typowo maidenowy kawałek, ze świetną linią wokalną i przyjemnie klekoczącym basem.

Tytułowe "Seventh Son of a Seventh Son" - cóż to jest za dzieło! Takie coś mógł napisać tylko Steve. Przez cały czas jego trwania czujemy się jak zahipnotyzowani. Znajdziemy tu multum fantastycznie zagranych, pomysłowych motywów, które łączą się w spójną całość. O jego unikalności świadczy też obecność chóru. Świetna rzecz, która w roli zakończenia longplaya byłaby swoistą wisienką na torcie, na miarę poprzednich, rozbudowanych utworów, typu "Alexander the Great". "The Prophecy" zaczyna się przyjemną melodią, ale ostatecznie jest to numer oparty na trochę nietypowym dla Ironów rytmie. I przy okazji wzbogacony o akustyczną codę. "The Clairvoyant" to przede wszystkim popis basowy Harrisa, zaś w "Only the Good Die Young" słyszymy bliźniaczo podobne motywy co w "Infinite Dreams". Taki zabieg przypomina, że jest to również concept album pod względem muzycznym, a nie tylko tekstowym. Dzięki temu melodie czy motywy z jednego utworu mogą pojawiać się w drugim w zmienionej formie. "Only the Good Die Young" stanowi świetne domknięcie całości, wyjątkowo nie w złożonej, lecz prostej formie. Szczególnie rewelacyjny jest w nim refren, od strony tekstowej podany w zdecydowanie pesymistycznej formie.

Wielu fanów wychwala ten album pod niebiosa, i mają oni sporo racji. Może nie jest to moim zdaniem najlepszy krążek Ironów, ale bez wątpienia wielki, wysmakowany, dojrzały i bardzo przemyślany. Złożoność nie przeszkodziła, by "Seventh Son of a Seventh Son" osiągnął sukces komercyjny, był on drugim - po "The Number of the Beast" - albumem, który okupował szczyt brytyjskiej listy przebojów, a dodatkowo każdy z 4 (!) singli cieszył się powodzeniem.

Iron Maiden już wtedy był bardzo uznanym, heavymetalowym zespołem, praktycznie bez wpadek wydawniczych. Cenili to zarówno krytycy, jak i fani. Na tyle, by zapełnić po brzegi sale koncertowe, pełne monumentalnych scenograficznych budowli. Zauważał to powoli Steve Harris, który zaczął zarzucać otoczce koncertowej przerost formy nad treścią. Pod koniec lat 80. miał on już nowy plan, w jakim stylu nagrać następny album, "No Prayer for the Dying", tak by nie przypominał pełnego rozmachu poprzednika.

Moja ocena - 9/10

Lista utworów:
01. Moonchild (Bruce Dickinson, Adrian Smith)
02. Intinite Dreams (Steve Harris)
03. Can I Play With Madness (Bruce Dickinson, Steve Harris, Adrian Smith)
04. The Evil That Men Do (Bruce Dickinson, Steve Harris, Adrian Smith)
05. Seventh Son of a Seventh Son (Steve Harris)
06. The Prophecy (Dave Murray, Steve Harris)
07. The Clairvoyant (Steve Harris)
08. Only the Good Die Young (Bruce Dickinson, Steve Harris)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz