16 października 2017

Metallica - "Master of Puppets" (1986)


Trudno było przebić tak doskonałe wydawnictwo jak "Ride the Lightning". W połowie lat 80. popularność zespołu rosła, a oczekiwania co do nowego materiału były coraz większe. Trzeci krążek Metallici - "Master of Puppets" został rewelacyjnie przyjęty, może nawet jeszcze lepiej niż poprzednie. Moim zdaniem nie przebił poprzednika, ale obniżka poziomu jest naprawdę mała. Co więcej - "Master of Puppets" to kolejny nadzwyczajny popis możliwości Metallici.

13 października 2017

Kiss - "Crazy Nights" (1987)


W drugiej połowie lat 80. muzycy Kiss zaczęli wypuszczać rzadziej swoje krążki, w związku z czym rok 1986 był pierwszym, w którym nie wydano studyjnego albumu grupy. Zabieg ten zadziałał na korzyść, ponieważ "Crazy Nights" przyniósł lepszy materiał niż dwa poprzednie dzieła tej kapeli. Dodatkowo, przez te 2 lata nie zmienił się skład Kiss, pierwszy raz od 1982 roku. Warto wspomnieć, że omawiana płyta była wielkim sukcesem w Wielkiej Brytanii, głównie za sprawą utworu (niemalże) tytułowego.

10 października 2017

Ramones - "Pleasant Dreams" (1981)


"End of the Century" był nieco większym sukcesem niż poprzednie wydawnictwa Ramones, ale większość członków zespołu ani myślała ponawiać współpracy z Philem Spectorem. Jedynie Joey chciał tworzyć przyszłe dzieła w stylu "End of the Century", nie zawierające czystego punk rocka, co również spotkało się z dezaprobatą reszty. Ostatecznie zgodnie zdecydowano się na nagranie albumu w stylu pierwszych dokonań Ramones.

7 października 2017

Van Halen - "Diver Down" (1982)


Jeden rok, jeden longplay. Tempo zespołu było w tym czasie błyskawiczne, ale i w pewien sposób wyczerpujące. Do tego stopnia, że na następnym albumie zaszły poważne zmiany. W rezultacie "Diver Down" jest kolejnym nietypowym dla Van Halen dziełem. Nie chodzi tylko o nietypowe rozwiązania niektórych kompozycji, ale przede wszystkim o nieoczywisty dobór materiału. Nie da się ukryć, że "Diver Down" autorzy zamieścili pewien klarowny podział utworów: autorskie, pełne nagrania, miniaturki i covery. Dlatego też recenzję wyjątkowo podzielę na trzy osobne części.

4 października 2017

Kiss - "Asylum" (1985)


W okresie 1982-1985 miały miejsce najczęstsze zmiany na stanowisku gitarzysty prowadzącego Kiss. Ace'a Frehley'a zastępowali kolejno: Vinnie Vincent, Mark St. John i Bruce Kulick. St. John opuścił zespół z powodu problemów z ręką, które uniemożliwiały mu grę na gitarze. Na jego miejsce przyjęto więc Bruce'a - brata Boba, który grał w kilku utworach na albumie "Creatures of the Night". Na szczęście, pozostał on z Kiss na dłużej, a skład Stanley-Simmons-Carr-Kulick istniał jeszcze przez kilka lat. Panowie w kwestiach personalnych wreszcie się ustabilizowali.

1 października 2017

Nirvana - "Bleach" (1989)


Nirvana została założona w 1987 r. przez wokalistę/gitarzystę Kurta Cobaina i basistę Krista Novoselica. To zdecydowanie najpopularniejszy zespół grunge'owy - każdy o nim słyszał, oczywiście za sprawą megahitu pt. "Smells Like Teen Spirit". Żaden z kawałków z debiutanckiego krążka "Bleach" nawet w połowie nie zdobył takiej popularności. Warto zauważyć, że na albumie gra w sumie dwóch perkusistów - w większości utworów słyszymy Chada Channinga, ale w "Floyd the Barber", "Paper Cuts" i "Downer" (z reedycji z bonusami) gra Dale Crover. Jest to najprawdopodobniej spowodowane tym, że w tym czasie grupa często zmieniała perkusistów (na przełomie lat 1988-1990 było ich aż sześciu).

28 września 2017

Ozzy Osbourne - "Diary of a Madman" (1981)


Książę Ciemności albumem "Blizzard of Ozz" powrócił do tzw. gry i pokazał, że bez wsparcia kolegów z Black Sabbath potrafi nagrać ciekawy materiał. Sytuacja ma się podobnie z kolejnym krążkiem, zatytułowanym "Diary of a Madman". Może longplay ten nie przyniósł tyle wiekopomnych hitów, ale bez wątpienia był kolejnym dowodem na pomysłowość Ozzy'ego i jego muzyków. Dodatkowo, znacznie poprawiono tu brzmienie, które do dziś się broni.

25 września 2017

Kiss - "Animalize" (1984)


Po wydaniu "Lick It Up" Kiss znów znalazł się w dogodnej sytuacji. Choć w samym zespole nie działo się najlepiej - gitarzysta Vinnie Vincent został wyrzucony, prawdopodobnie z powodu nieporozumień między nim a resztą muzyków, na skutek czego nie miał już wkładu kompozytorskiego w powstawanie nowego krążka (wkrótce potem założył on glammetalową formację Vinnie Vincent Invasion). Na jego miejsce zatrudniono Marka St. Johna, który również nie zagrzał na długo miejsca w kapeli, a jedynym dokonaniem z jego udziałem jest właśnie "Animalize" - 12. studyjny album Kiss. Choć warto dodać, że w "Murder in High Heels" i "Lonely is the Hunter" partie gitary prowadzącej odegrał Bob Kulick, który niedługo potem dołączył na stałe do zespołu.