12 listopada 2017

Van Halen - "5150" (1986)


W 1985 roku, po wydaniu krążka "1984", David Lee Roth postanowił odejść z kapeli, by poświęcić się solowej karierze. Zadanie znalezienia godnego zastępcy nie było łatwe - Roth posiadał nie tylko naprawdę niezły głos, ale i na scenie był frontmanem z krwi i kości. Wraz z Eddie'm był on wizytówką Van Halen i jego nieodłączną częścią. Ostatecznie wybór padł na Sammy'ego Hagara, który najpierw występował w hardrockowej grupie Montrose, a potem wydał kilka solowych płyt.

9 listopada 2017

Kiss - "Kiss Unplugged" (1996)


Występ akustyczny dla MTV odbył się 9 sierpnia 1995 roku w Nowym Jorku i był dla fanów Kiss ważny z kilku powodów. Po pierwsze, była to jedna z niewielu okazji, by w całości posłuchać Kiss akustycznie. Po drugie, zespół sięgnął w repertuarze po kilka nie granych od dawna utworów (jak "A World Without Heroes", "Goin' Blind" czy "Plaster Caster"). Wreszcie - po trzecie, był to pierwszy od 15 lat koncert z oryginalną czwórką muzyków w składzie, czyli również z Ace'em Frehley'em i Peterem Crissem, którzy wystąpili tu w paru utworach (w większości grają ówcześni muzycy Kiss - gitarzysta Bruce Kulick i perkusista Eric Singer). Chemia muzykami okazała się tak duża, że niedługo potem zorganizowano trasę reunion, na której grała czwórka Stanley-Simmons-Frehley-Criss. Powrócono tym samym do występów z nałożoną charakteryzacją (co ma miejsce do dziś).

6 listopada 2017

Nirvana - "Incesticide" (1992)


Kiedy myślimy o dyskografii Nirvany, przypominamy sobie o istnieniu trzech albumów studyjnych i koncertowego "MTV Unplugged in New York". Nie każdy jednak pamięta o istnieniu "Incesticide" - kompilacji wydanej na fali popularności krążka "Nevermind", zawierającej w większości niepublikowane wcześniej utwory, czyli m.in. nagrania demo, B-side'y czy parę coverów. Siłą rzeczy zostały one nagrane w różnych składach (zaledwie w sześciu utworach gra Dave Grohl). Niektóre z nich były już wcześniej znane (np. z EP-ki "Hormoaning"), inne nie. Była to więc doskonała okazja, by zebrać taki materiał na jednej płycie i wyciągnąć dodatkową kasę od fanów.

3 listopada 2017

Metallica - "...And Justice for All" (1988)


Strata Cliffa Burtona była ogromnym ciosem dla Metallici. Burton był wszechstronnym muzykiem i kompozytorem, a także jednym z najlepszych metalowych basistów wszech czasów. Nie można również zapomnieć, że James, Lars i Kirk stracili przede wszystkim przyjaciela. Na skutek tego myśleli nawet o rozwiązaniu zespołu, ale m.in. za sprawą matki Burtona, która odradzała im takie wyjście, postanowili kontynuować działalność.

31 października 2017

Kiss - "Revenge" (1992)


Na "Revenge" muzycy Kiss wreszcie porzucili glammetalowe klimaty i powrócili do naprawdę mocnego, prawdziwie heavymetalowego grania - był to zdecydowanie najcięższy longplay od czasów "Creatures of the Night". Panom dopisywała też wena twórcza, bo same kompozycje robią dużo lepsze wrażenie niż na poprzednich czterech wydawnictwach. Wydawałoby się, że w obozie Kiss wszystko jest w jak najlepszym porządku.

28 października 2017

Ramones - "Subterranean Jungle" (1983)


Jest jedna rzecz która na starcie w pewnym stopniu dyskwalifikuje wydany w 1983 r. "Subterranean Jungle" - beznadziejne, tragicznie płaskie brzmienie instrumentów. Nawet gdyby same utwory prezentowały lepszy poziom, można byłoby mówić o lekkim niedosycie. Niestety, uchybienia produkcyjne nie są wynagradzane kompozycyjnie. W obu przypadkach jest słabiej niż na poprzednich wydawnictwach.

25 października 2017

Van Halen - "1984" (1984)


Po paśmie wielu sukcesów, w 1984 roku Van Halen wypuściło na półki sklepowe swoje szóste dzieło. Tym samym porwali się na dość radykalny krok - a to dlatego, że w kilku nagranich bardzo śmiało wykorzystano syntezatory, zgodnie z ówczesną modą na elektroniczne brzmienia. Taki zabieg mógł budzić kontrowersje, a mimo to płyta sprzedawała się rewelacyjnie. Nazwano ją po prostu... "1984". Tak na wypadek, żebyśmy nie zapomnieli w jakim roku została wydana.

22 października 2017

Kiss - "Hot in the Shade" (1989)


Zespół Kiss pod koniec lat 80., podobnie jak wiele innych, uległ możliwościom czasowym jakie dawała płyta kompaktowa i nagrał dłuższy niż zwykle premierowy materiał, trwający prawie godzinę. Można było więc dostarczyć słuchaczom wiele świetnej muzyki. Niestety, stało się inaczej i ostatecznie "Hot in the Shade" wypadł najsłabiej z całej dyskografii Kiss. Stylistycznie jest on kontynuacją "Crazy Nights" i kilku poprzednich krążków, ale przy tym cierpi również na brak dobrych pomysłów. Mamy tu aż 15 utworów, a niewiele z nich wypada pozytywnie. Całość graficznie reprezentuje najbrzydsza okładka Kiss.