16 września 2017

Boston - "Boston" (1976)


Grupa Boston, utworzona w tym samym mieście co jej nazwa, jest zdecydowanie najbardziej znana ze swojego debiutu, który był swojego czasu tak dużym sukcesem komercyjnym, że do czasu "Appetite for Destruction" z 1987 roku był najlepiej sprzedającym się debiutem w historii. Trzy miesiące po jego wydaniu zdobył w USA platynową płytę, a obecnie jego sprzedaż liczy się tam w okolicach 17 milionów. Co przeważyło o takim sukcesie? Przede wszystkim chwytliwość i przystępność. Głównym kompozytorem całości był gitarzysta i założyciel kapeli, Tom Scholz - to właśnie jemu można zawdzięczać tak ogromny sukces.

Przejdźmy do kompozycji. "More Than a Feeling" to pierwszy singiel Boston, a przy tym zdecydowanie największy hit w historii zespołu. Oparty na prostych riffach (szczególnie w pamięć zapada słynny, czteroakordowy riff, grany w czasie refrenu - bliźniaczo podobny został potem użyty w utworze "Smells Like Teen Spirit" Nirvany) i takiej samej grze sekcji rytmicznej do dziś może się podobać. Choć na mnie większe wrażenie robi drugi w kolejności "Peace of Mind" ze świetnym motywem gitarowym i niesamowitą melodyjnością. Najbardziej rozbudowany "Foreplay/Long Time" zaskakuje blisko 150-sekundowym, eksperymentalnym wstępem, zahaczającym o granie rocka progresywnego, który bardzo dobrze wprowadza w resztę kompozycji. Dalsza część już nie powala, pojawiają się tu irytujące chórki w refrenie, a przy okazji muszę wspomnieć o największej bolączce tego wydawnictwa, jaką jest nie najlepszy wokal Brada Delpa - w tej kompozycji słychać to najbardziej.

"Rock and Roll Band" rzeczywiście ma w sobie trochę z rock and rolla, ale zagrany jest z hardrockową mocą. Za to motyw gitarowy "Smokin'" może się kojarzyć z głównym riffem "La Grange" ZZ Top, a w dalszej części pojawiają się przyjemne partie klawiszowe. W "Hitch a Ride" pobrzmiewają klimaty country, ale kawałek mimo znakomitej solówki nie zapada jakoś szczególnie w pamięć. "Something About You" rozpoczęty balladowym wstępem przechodzi jednak w typowo bostonowski, melodyjny czad z ciekawymi harmoniami gitarowymi, mogącymi się trochę kojarzyć z twórczością Thin Lizzy. Mi ten numer najbardziej kojarzy się jednak z "Peace of Mind", ma podobne chórki i tempo. Końcowy, spokojniejszy "Let Me Take You Home Tonight" niestety razi nijakością, a sytuacji nie poprawia nagła, przyspieszona końcówka, nie pasująca do reszty utworu.

"Boston" jest całkiem niezłym debiutem, jednak słuchaczom bardziej niż jego zawartość zapadnie w pamięć niesamowity sukces komercyjny. Swego czasu cieszył się on całkiem sporym uznaniem wśród krytyków i słuchaczy, ale ja nie byłbym aż tak wyrozumiały. Najlepiej wypadają w nim pierwsze dwie propozycje (i pierwsza połowa trzeciego - czyli dwie i pół), potem jest już trochę nierówno. A ocenę obniża dodatkowo kiepski wokal.

Moja ocena - 6/10

Lista utworów:
01. More Than a Feeling (Tom Scholz)
02. Peace of Mind (Tom Scholz)
03. Foreplay/Long Time (Tom Scholz)
04. Rock and Roll Band (Tom Scholz)
05. Smokin' (Brad Delp, Tom Scholz)
06. Hitch a Ride (Tom Scholz)
07. Something About You (Tom Scholz)
08. Let Me Take You Home Tonight (Brad Delp)

3 komentarze:

  1. Wokal jest jak dla mnie tak koszmarny i amatorski że ja nie mogę tego słuchać, mimo że muzyka jest całkiem, całkiem (szóstkowo-piątkowa)

    Już po zobaczeniu jaki to zespół wiedziałem, że będzie wspomniana tu Nirvana.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gdyby był tu lepszy wokal, dałbym oczko więcej. Pod względem muzycznym nie ma tu moim zdaniem nic rewelacyjnego. Aczkolwiek naprawdę lubię posłuchać "Peace of Mind".

      Nirvana i "Nevermind" też się tu wkrótce pojawią (w sumie dziś napisałem recenzję), ale tam już nie będzie nawiązania do Bostonu :)

      Usuń
  2. Fajne fajne płyty!
    Zapraszam też do mnie: https://muzykofil.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń