16 lipca 2016

Scorpions - "Moment of Glory" (2000)


Scorpionsi wiek XX pożegnali intrygującym, dość nietypowym wydawnictwem, które łączy rockowy podkład z grą orkiestry, w tym przypadku niemieckim Berliner Philharmoniker. Zespół spotkał się z krytyką pod względem skopiowania pomysłu Metallici. współpracującej z kompozytorem Michaelem Kamenem, która rok wcześniej wydała "S&M", opierający się na tym samym założeniu. Jednakże niektóre źródła podają, iż Scorpionsi mieli podjąć współpracę z Kamenem parę lat wcześniej, ale nie doszła ona wtedy do skutku.

Podniosły wstęp "Hurricane 2000" robi wrażenie i dobrze wprowadza w nastrój. Słychać, że wybór orkiestry nie był przypadkowy, ponieważ ta spisuje się rewelacyjnie na całym albumie. Dodatkowo świetnie współpracuje ona z zespołem, słychać że oba światy muzyczne grają razem, a nie oddzielnie i przypadkowo. Czasem usuwa się w cień, a czasem pełni rolę dominującą, z odpowiednimi proporcjami. Opisywany pierwszy utwór jest odświeżoną wersją klasyka z "Love at First Sting" - w sumie wybór otwieracza jest trafiony, ponieważ już na starcie daje dużo energii. Z tytułowym "Moment of Glory" nie jest już tak dobrze. Kompozycja wręcz ocieka patosem, a wrażenie to dodatkowo pogłębia udział chórków dziecięcych. Inny niewypał to polukrowane "Here in My Heart", dodatkowo uzupełnione duetem wokalnym Meine'a z Lyn Liechty. Obie kompozycje są zdecydowanie największą bolączką "Moment of Glory".

Wersja "Send Me an Angel" byłaby naprawdę świetna, gdyby nie... gościnny występ Zucchero, który zupełnie nie pasuje do tej piosenki. Szkoda, bo muzycznie to bardzo dobra robota, może nawet lepsza od oryginału. "Wind of Change" nie został jakoś znacznie zmieniony, poza kolejnym ciekawym wstępem. "Still Loving You" nie robi takiego wrażenia jak oryginał, a mam wrażenie, że wyjątkowo nie pasuje tutaj podkład orkiestrowy. Gdzieś zniknęła ta magia przeboju z 1984 r., nieco słabsze wrażenie sprawia też solo Rudolfa.

Dla odmiany "Crossfire" i "Deadly Sting Suite" to utwory instrumentalne, gdzie przeplatają się wzajemnie orkiestrowe i gitarowe popisy, niektóre z nich są naprawdę ekscytujące. W drugim z nich ciekawie połączono ze sobą motywy z "He's a Woman - She'a a Man" i "Dynamite". Jeśli ktoś lubi takie instrumentalne, dostojne granie będzie zachwycony. "Big City Nights" również wprowadza nieco ożywienia, poza tym mamy tu jedyny udany gościnny występ wokalny - tym razem jest to Ray Wilson, znany przede wszystkim ze śpiewania w Genesis. Choć przecież Klaus spokojnie by sobie z tym poradził. Na zakończenie "Lady Starlight" - ta wersja przekona nawet najbardziej zagorzałych przeciwników oryginału. Zyskało przede wszystkim brzmienie, które tym razem naprawdę dopracowano. Miłym niuansem jest dodanie sitaru, zabieg ten wprowadza słuchacza w doskonały nastrój.

Nawet nie wiem jak traktować "Moment of Glory". Porównując go z "S&M" Metallici (choć nie wiem czy powinienem) wypada znacznie lepiej. Stare utwory w nowej aranżacji zyskują niewiele (poza "Lady Starlight"), niemniej słucha się ich z przyjemnością. Szkoda tylko, że tak mało tu energetycznych kawałków, a dużo ballad. Próba podratowania utraconej popularności? Może i tak, ale tym razem jest to próba w pełni udana. I tak na pewno lepsza niż wydana rok później bezpłciowa "Acoustica". Wywalić "Here in My Heart" i "Moment of Glory" i możemy rozkoszować się resztą.

Moja ocena - 8/10

Lista utworów:
01. Hurricane 2000
02. Moment of Glory
03. Send Me an Angel
04. Wind of Change
05. Crossfire
06. Deadly Sting Suite
07. Here in My Heart
08. Still Loving You
09. Big City Nights
10. Lady Starlight

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Jeśli chcesz, zostaw po sobie komentarz.