10 kwietnia 2017

Scorpions - "Unbreakable" (2004)


Na początku XXI wieku już chyba nikt nie wierzył, że Scorpionsi są jeszcze w stanie nagrać naprawdę udany album. Grupa przez kilka dobrych lat eksperymentowała, najczęściej w złym kierunku. Balladowy "Pure Instinct" i nowoczesny "Eye II Eye" nie spotkały się z życzliwym przyjęciem krytyków, podobnie stało się z orkiestrowym (choć moim zdaniem udanym) "Moment of Glory" i akustyczną "Acousticą". Muzycy podjęli więc jedyną słuszną decyzję - wrócili do tego, co potrafią najlepiej i nagrali premierowy, wyraźnie hardrockowy materiał. I przy okazji, najlepszy od lat. Dodatkowo, w roli basisty zadebiutował tu nasz rodak, Paweł Mąciwoda.

Całość otwiera "New Generation" (tytułowo zgrabnie nawiązujący do kilkuletniej przerwy wydawniczej), ceniony przez wielu, choć muszę przyznać, że mnie nie zachwyca - zaczyna się dość ciekawie, ale reszta jest trochę przydługa. Znacznie lepsze wrażenie sprawia "Love 'Em or Leave 'Em". Słuchając go, aż chce się wykrzyczeć "Wreszcie!" Wreszcie zespół gra z należytą energią i tworzy wyśmienite melodie - w rezultacie dostajemy mocny przebój z prawdziwego zdarzenia. "Deep and Dark" okazuje się być - tak jak może sugerować tytuł - mroczny i ciężki... ale tylko na początku. Tak naprawdę jest to miejscami lekka kompozycja z dość chwytliwą linią melodyczną. "Blood Too Hot" i "Someday Is Now" to spora dawka energii, a i pod względem melodycznym nie można im wiele zarzucić. Dobrą gitarową robotę słychać także w pulsującym "This Time", choć mógłby być on jeszcze cięższy produkcyjnie.

Prawdziwą perełką tego wydawnictwa jest kompozycja "Through My Eyes", doskonale skonstruowana, a także wykonana. Ładne, przejmujące zwrotki kontrastują z potężnym refrenem, a mimo to całość zdecydowanie trzyma się kupy, a przy okazji została rewelacyjnie zinterpretowana przez Meine'a. To ich najlepszy tego typu utwór co najmniej od czasów "Lonely Nights", a także najciekawszy w okresie XXI wieku. Jeśli chodzi o inne wolniejsze piosenki - balladowy "Maybe I Maybe You" jest trochę zbyt patetyczny, choć ratuje go trochę gitarowa część końcowa. Lepsze wrażenie sprawia całkiem zgrabny "She Said".

Czas przejść do najsłabszych punktów "Unbreakable". "Borderline" może i byłby całkiem niezły, gdyby nie udziwnione partie wokalne oraz aranżacje - przez to jest najsłabszym elementem całości. "My City My Town" niby jest typową kompozycją Scorpions, ale jakoś nie powala i można ją uznać za wypełniacz. Podobne wrażenie sprawia "Can You Feel It". Na końcu zespół zamieścił udziwniony "Remember the Good Times (Retro Garage Mix)" - zastanawia mnie ten podtytuł, bo nic mi nie wiadomo o istnieniu innej wersji. A może oryginalny miks uległ zniszczeniu? Faktycznie brzmieniowo trochę odstaje. Albo za bardzo się do niego nie przyłożyli, a potem się tłumaczą.

"Unbreakable" to całkiem solidny, hardrockowy materiał. Może miejscami nieco nierówny (a potencjał niektórych utworów nie został należycie wykorzystany), ale z drugiej strony posiada co najmniej dwa świetne momenty i ogólnie sprawia pozytywne wrażenie. Obietnice i oczekiwania były spore, jednak zespół stanął na wysokości zadania i ich nie zawiódł. Po latach błądzenia i odchodzenia od swojego oryginalnego stylu, potwierdził on klasę i nagrał jeden ze swoich lepszych krążków z ostatnich 30 lat. Żaden z późniejszych albumów Scorpions go nie przebił. Choć z drugiej strony, zdecydowanie nie dosięga on poziomem do tych najbardziej klasycznych z lat 1972-1984.

Ocena - 7/10

Lista utworów:
01. New Generation
02. Love 'Em or Leave 'Em
03. Deep and Dark
04. Borderline
05. Blood Too Hot
06. Maybe I Maybe You
07. Someday Is Now
08. My City My Town
09. Through My Eyes
10. Can You Feel It
11. This Time
12. She Said
13. Remember the Good Times (Retro Garage Mix)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Jeśli chcesz, zostaw po sobie komentarz.