2 lipca 2017

Kiss - "Hotter Than Hell" (1974)


Debiut Kiss nie odniósł dużego sukcesu w świecie muzycznym. Jeszcze w tym samym roku chłopaki wydali drugi krążek, nazwany "Hotter Than Hell" - pod względem szybkości wydawania albumów do 1977 roku, Kiss przypomina mi trochę grupy z początku lat 60. - w tym czasie standardem było nagranie w jednym roku dwóch płyt długogrających. Na samym początku trzeba niestety wspomnieć o największej bolączce "Hotter Than Hell", czyli kiepskim brzmieniu: gitary są przytłumione, a perkusja brzmi bardzo płasko. Budżet na wydanie tego longplaya nie był prawdopodobnie wysoki, co przełożyło się na nie najlepszy rezultat podczas nagrań i miksów. Już w momencie wydania brzmiało to niezbyt profesjonalnie, a dziś jeszcze bardziej się postarzało.

Na szczęście muzycy nadrabiają to uchybienie samymi kompozycjami, które trzymają poziom pozycji z debiutu. Już na starcie znajduje się "Got to Choose", niezbyt dynamiczne, a jednak energetyczne nagranie, z wysoko zaśpiewanym, choć nie odrzucaącym refrenem. Bardzo dobrze wypada partia solowa Ace'a. Podobnie jak w ostrym, frehley'owym "Parasite", posiadającym jednak melodyjny, piosenkowy refren - wszystko nieźle się ze sobą komponuje. Mimo, że oba kawałki prezentują naprawdę zadowalający poziom, to wyraźnie lepiej wypada "Goin' Blind". Można trochę się przyczepić do wokalu Gene'a (i oczywiście brzmienia), ale sama kompozycja jest bardzo zgrabna, z bardzo ładnymi łagodniejszymi fragmentami i udanymi zaostrzeniemi, m.in. w postaci rewelacyjnej solówki. To utwór pochodzący jeszcze z czasów pierwszej grupy Simmonsa, Wicked Lester - dlatego drugim z jego kompozytorów jest gitarzysta wspomnianej grupy, Stephen Coronel. Tak czy inaczej, świetna robota.

Nr 4 trochę odstaje od poprzednich - tytułowe "Hotter Than Hell" wypada, nawet jak Kiss, zbyt banalnie. Za to najbardziej znany pośród całości "Let Me Go, Rock 'n' Roll" to całkiem przyjemny, rock'n'rollowy (jak wskazuje sam tytuł) numer, jeden z hymnów Kiss, który jeszcze lepiej wypada na żywo. "All the Way" to jeden z moich ulubionych fragmentów longplaya, również prosty, ale oparty na bardzo fajnym riffie. Choć akurat tutaj nie zachwycają wyczyny solowe Frehley'a. "Watchin You" to kolejny po "Parasite" fragment, który wyróżnia się pod względem ciężaru, a przy tym muzycy nie zapomnieli o melodyjności.

Śpiewany przez Petera Crissa "Mainline" to zdecydowanie najmniej wyróżniający się fragment "Hotter Than Hell". "Comin' Home" jest godny przesłuchania - charakteryzuje go całkiem zgrabna melodia i przyzwoity wokal Stanley'a. Choć "Comin' Home" to nic przy finałowym "Strange Ways", również z wokalem Crissa. Potężny riff, ciężkie brzmienie, zapadający w pamięć refren, świetna gra sekcji rytmicznej i znakomite popisy solowe Ace'a złożyły się na bardzo pomyślne zakończenie płyty. Kawałków na takim poziomie oczekuję i wymagam od muzyki Kiss.

"Hotter Than Hell" sprzedawał się jeszcze gorzej niż debiut i zajmował niższe notowania na listach przebojów (w Billboardzie 200 w USA najniższy wynik w całej karierze Kiss). Co w sumie mnie nie dziwi, bo niemalże nie zawiera on ponadczasowych, bardzo chwytliwych hitów - na prawdziwy sukces przyjdzie im jeszcze trochę poczekać. Nie jest to jednak materiał, który powinno się zignorować. Wydaje mi się, że jest on trochę mroczniejszy, bardziej zadziorny i mniej imprezowy od wielu ich dokonań z lat 70. Wystawiam mu pozytywną ocenę, choć nie da się ukryć, że reszta kompozycji stanowi dodatek (choć w większości przyjemny) do "Goin' Blind" i "Strange Ways".

Naprawdę chciałbym usłyszeć ten materiał z bardziej profesjonalną produkcją. Choć połowa kawałków (niestety nie ma wśród nich tych najlepszych) znajduje się na albumie koncertowym "Alive!" z 1975 roku, gdzie wszystko brzmi tak jak powinno.

Moja ocena - 8/10

Lista utworów:
01. Got to Choose (Paul Stanley)
02. Parasite (Ace Frehley)
03. Goin' Blind (Stephen Coronel, Gene Simmons)
04. Hotter Than Hell (Paul Stanley)
05. Let Me Go, Rock 'n' Roll (Gene Simmons, Paul Stanley)
06. All the Way (Gene Simmons)
07. Watchin' You (Gene Simmons)
08. Mainline (Paul Stanley)
09. Comin' Home (Ace Frehley, Paul Stanley)
10. Strange Ways (Ace Frehley)

6 komentarzy:

  1. "Strange Ways" i "Goin' Blind" to moim zdaniem jedyne przyzwoite kawałki Kiss.

    Producenci tego (i poprzedniego) albumu byli wcześniej związani z grupą Dust, w której występował także Marc Bell, lepiej znany pod późniejszym pseudonimem Marky Ramone. Zespół wydał dwa albumy, które nie zdobyły popularności, ale zawierają naprawdę fajne, hardrockowe granie. W sumie nic wybitnego, ale na pewno ciekawszego, niż cokolwiek z dyskografii Kiss i Ramones.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A moim zdaniem Kiss ma dużo innych wartych uwagi kawałków. Ale o tym w przyszłych recenzjach.

      Płyty Dust mam jeszcze do nadrobienia. W sumie jeśli grał tam Bell, to całkiem logiczne - już na "Road to Ruin" Ramones słychać, że ma jakieś doświadczenie muzyczne, bo grał z większą lekkością od ich poprzedniego perkusisty.

      Usuń
    2. I jeszcze jedno - to przyzwoite kawałki czy może jednak coś więcej? :)

      Usuń
    3. "Strange Ways" lubię ;) Jakby muzycy nagrali więcej kawałków w takim stylu, to pewnie miałbym o nich lepszą opinię. Ale nie słyszałem niczego podobnego w ich wykonaniu.

      Znasz wersję Megadeth?

      Usuń
    4. Nie znałem, ale już zdążyłem nadrobić zaległości :) Fajna, bardziej dynamiczna wersja z nieźle pasującą tu partią wokalną Dave'a.

      Nie no, Kiss miało w swojej karierze kilka naprawdę mocnych, cięzkich kawałków, jak "Not for the Innocent", "War Machine", "Love Gun" czy "Unholy". Jak chcesz, zapoznaj się z nimi, ewentualnie napisz kiedyś czy się podobały :) :)

      Usuń
    5. Jako że wspomniałeś o Megadeth, to z takich coverów Kiss automatycznie przypomniały mi się jeszcze "She", "Watchin' You" i "Parasite" wykonywane przez Anthrax, które dawno temu słyszałem i postanowiłem sobie przypomnieć. Naprawdę dobra robota.

      Usuń