11 kwietnia 2016

Aerosmith - "Rocks" (1976)


Po "Toys in the Attic" muzycy Aerosmith byli już na szczycie popularności. "Rocks" w chwili wydania sprzedawał się jeszcze lepiej niż poprzednik, a na liście Billboardu zaszedł na 3. miejsce (po latach jednak słuchacze częściej kupowali "Toys in the Attic"). Nie dość, że okazał się komercyjnym powodzeniem, to przy okazji wywarł wielki wpływ na hard rock i heavy metal w ciągu następnej dekady. Był to ostatni tak duży sukces Aerosmith na parę ładnych lat. I ostatni tak świetny materiał.

W jego przypadku warto zwrócić uwagę na zróżnicowaną treść tekstową - od mroczniejszych tematów zbliżającej się zagłady i śmierci, melancholijnych wywodów na temat tęsknoty czy nostalgii, po utwory celebrujące rock'n'rollowy styl życia. Są one pisane przez czterech różnych autorów, zaś sama muzyka zawiera w sobie znaczące uczestnictwo każdego z muzyków. Na "Rocks" praktycznie nie ma popowych naleciałości, znanych szczególnie z ostatnich dokonań. Jest to prawdopodobnie najcięższe wydawnictwo w dyskografii Aerosmith, dzięki czemu fani mocnego grania mogą znaleźć w nim sporo dla siebie. To jeden z tych czynników, które skutecznie przekonują słuchaczy, nawet po kilku dekadach od premiery.

Sama ciężkość nie wystarczy, by stworzyć udane dzieło - ważniejsze są dopracowane kompozycje. A chłopaki wiedzieli, jak zacząć w taki sposób, by zachęcić słuchacza do przesłuchania całości. "Back in the Saddle", niemalże przenoszący w klimaty amerykańskiego rodeo, do dziś robi piorunujące wrażenie. Ten wokal, linia basu, kroczące tempo... Wszystko na wysokim poziomie. Przeciągłe I'm back! wykrzyczane przez Tylera sprawdza się świetnie zarówno w wersji studyjnej, jak i na koncertach. A jeszcze lepiej wypada następny, nieco funkowy "Last Child", genialny pod względem literackim i wyróżniający się rewelacyjną solówką Brada Whitforda.

W dalszej części przeważają dynamiczne, zagrane z wykopem kompozycje, jak np. "Rats in the Cellar", duchowa kontynuacja utworu "Toys in the Attic" z paroma bluesowymi zagrywkami i fajną końcową częścią instrumentalną. "Sick as a Dog" ma podobny charakter. Co ciekawe, podczas nagrania większość muzyków pozamieniała się rolami - Tom Hamilton zagrał w nim na gitarze rytmicznej, a Joe Perry na gitarze basowej. Doszło nawet do tego, że Tyler odegrał partie gitary basowej w końcówce.

Najlepiej z całego zestawu wypada intensywny i ciężki "Nobody's Fault" (napisany przez twórców mocnego "Round and Round", z którym może się on kojarzyć), zachwycający zadziornymi solówkami i potężnym wokalem będącego w życiowej formie Tylera. Kolorytu dodaje także sekcja rytmiczna, która spisuje się wspaniale i ubarwia to i tak wspaniałe nagranie. Nietypowy, postapokaliptyczny tekst pasuje bardziej do formacji typu Testament, którzy swoją drogą nagrali w 1988 roku swoją wersję "Round and Round". Także wielu zasłużonych muzyków rockowych wypowiadało się o nim w superlatywach - m.in. Kurt Cobain czy James Hetfield, który użył podobnego wstępu podczas tworzenia "Damage, Inc." na album "Master of Puppets".

Podobną ciężkością charakteryzuje się pierwsza samodzielna kompozycja Perry'ego - "Combination", kiedyś niesamowicie przeze mnie niedoceniany, a obecnie jedna z perełek "Rocks". Wzorowe, ciężkie riffowanie z ostrymi solówkami, efektownymi partiami basu i rozpędzoną, nieokiełznaną końcówką. Czego chcieć więcej? Umieszczony później "Get the Lead Out" zapada w pamięć, ale nie robi już takiego wrażenia. Koniec jest jednak owocny: znakomity, rozpędzony "Lick and a Promise" (jeden z moich tutejszych faworytów) i przejmujące "Home Tonight" - równie udany odpowiednik "You See Me Crying" z poprzednika. To również ballada oparta na akompaniamencie pianina, ale przy tym posiadająca mnóstwo gitarowego ognia.

"Rocks" to kontynuacja świetnej passy rozpoczętej na "Toys in the Attic", a zarazem prawdopodobnie najbardziej zwarty album Aerosmith (jedyny spośród pierwszych dziewięciu bez zapożyczonego utworu), opatrzony czystym i gęstym brzmieniem instrumentów, a także wypełniony solidnymi kompozycjami. To nadal porcja rzetelnego hardrockowego łojenia, wzbogaconego o liczne urozmaicenia. Widać, że mamy do czynienia z profesjonalnym produktem - zespół stale się rozwijał i szukał nowych artystycznych środków wyrazu. Chłopaki kompozycyjnie wraz z kolejnymi latami prezentowali słuchaczom kolejne ciekawe propozycje. Nie jest tak równo, jak rok wcześniej, ale małe obniżenie poziomu nie przeszkadza. "Rocks" to po prostu konkretny, hardrockowy czad na poziomie. Nie będzie przesadą, jeśli powiem, że to właśnie na "Toys in the Attic" i "Rocks" zaprezentowano szczytowe możliwości zespołu w całej karierze.

Podobno Slash po przesłuchaniu "Rocks" postanowił zostać gitarzystą. Myślę, że to najlepsze podsumowanie, które może udowodnić ile świetnej muzyki znalazło się na tym wydawnictwie.

Moja ocena - 9/10

Lista utworów:
01. Back in the Saddle (Joe Perry, Steven Tyler)
02. Last Child (Steven Tyler, Brad Whitford)
03. Rats in the Cellar (Joe Perry, Steven Tyler)
04. Combination (Joe Perry)
05. Sick as a Dog (Tom Hamilton, Steven Tyler)
06. Nobody's Fault (Steven Tyler, Brad Whitford)
07. Get the Lead Out (Joe Perry, Steven Tyler)
08. Lick and a Promise (Joe Perry, Steven Tyler)
09. Home Tonight (Steven Tyler)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz