30 lipca 2017

Scorpions - "Humanity: Hour I" (2007)


Po utrzymanym w tradycyjnym stylu dziele z 2004 r., "Humanity: Hour I" miał być krążkiem bardziej nowoczesnym - co potwierdzają pierwsze, elektronicznie przetworzone słowa zawarte na tym wydawnictwie, na początku utworu "Hour I". Nasuwa to nieprzyjemne skojarzenia z niezbyt reprezentacyjnym longplayem "Eye II Eye". Niestety, na takich powiązaniach się nie kończy - oba krążki są bowiem podobne pod względem jakościowym, może z lekką przewagą na korzyść opisywanej płyty. Ponadto, panom chyba nie dopisywała wena twórcza, bo - jak nigdy wcześniej - skorzystali z bardzo dużej pomocy współpracowników z zewnątrz. A może to właśnie przez ten zabieg "Humanity: Hour I" wypada tak nijako.

Całość otwiera wspomniany już wcześniej, dość bezbarwny "Hour I". Odpowiednio ciężkie brzmienie to chyba jedyne co wyróżnia się w nim pozytywnie, to numer ze średnim refrenem i takimi samymi solówkami. Nieco lepsze wrażenie sprawia "Game of Life", choć zwrotki są zbyt słodkie. "We Were Born to Fly" przypomina czasy przeciętnych balladek z "Pure Instinct", w sumie pod względem jakości niewiele je przewyższa. "Future Never Dies" posiada za to całkiem przyjemną melodię, choć sam utwór niespecjalnie zachwyca. "You're Lovin' Me to Death" również razi bezbarwnością, posiada najbardziej zapamiętywalny, ale również tandetny refren. "321" to dla odmiany całkiem dobry, żywiołowy rocker, najlepszy fragment pierwszej połowy "Humanity: Hour I". No właśnie, jesteśmy już w połowie, a tu niemalże żadnego godnego uwagi kawałka.

Kolejne cztery utwory są dość spokojne, w typowym scorpionsowym stylu. "Love Will Keep Us Alive" charakteryzuje się fajną zagrywką gitarową, w ogóle cały numer jest naprawdę przyjemny w odbiorze. "Love Is War" i "Your Last Song" są już słabsze i nawet po kilkukrotnym przesłuchaniu nie zapadają w pamięci, co przypomina sytuację ze wszystkimi balladami z "Eye II Eye" choć recenzowane wypadają lepiej od strony brzmienia. W "We Will Rise Again" wyróżniają się chociaż mocniejsze fragmenty w refrenie. "The Cross" z pulsującym motywem gitarowym wypada na tym tle naprawdę solidnie, choć psuje go trochę gościnny udział wokalny Billy'ego Corgana, znanego przede wszystkim z formacji The Smashing Pumpkins. Na szczęście jego wkład w ten kawałek jest niewielki. Album kończy najlepszy z całego zestawu przejmujący "Humanity", zgrabny, powolny kawałek z niezłą melodią, który w niektórych momentach nabiera iście hardrockowej mocy. Jedyny spośród tu zaprezentowanych, z którym warto się naprawdę zapoznać.

"Humanity: Hour I" niestety nie wytrzymuje porównania z żadnym wcześniejszym albumem Scorpions, oprócz "Eye II Eye". Za mało w nim energii i dobrych melodii by wystawić mu większą ocenę. Po całkiem dobrym "Unbreakable" należało oczekiwać czegoś na podobnym poziomie - w sumie już poprzednik nie dorównywał najlepszym dziełom grupy. Tym razem nie pomogło nawet ogromne kompozycyjne wsparcie osób z zewnątrz składu zespołu. Całość trwa niecałe 50 minut, czyli krócej niż "Unbreakable", a budzi dużo większe uczucie znużenia. Dobra produkcja nie uratuje uchybień kompozycyjnych.

Moja ocena - 4/10

Lista utworów:
01. Hour I (Desmond Child, John Lowery, James Michael, Rudolf Schenker)
02. Game of Life (Mikael Nord Andersson, Desmond Child, Martin Hansen, Klaus Meine)
03. We Were Born to Fly (Eric Bazilian, Marti Frederiksen, Matthias Jabs)
04. Future Never Dies (Eric Bazilian, Desmond Child, Russ Irwin, Klaus Meine, Jason Paige)
05. You're Lovin' Me to Death (Eric Bazilian, Andreas Carlsson, Desmond Child, Rudolf Schenker)
06. 321 (Desmond Child, Marti Frederiksen, Jason Paige, Rudolf Schenker)
07. Love Will Keep Us Alive (Eric Bazilian, Desmond Child, Marti Frederiksen, Klaus Meine)
08. We Will Rise Again (Desmond Child, Matthias Jabs, James Michael, Jason Paige)
09. Your Last Song (Eric Bazilian, Desmond Child, Rudolf Schenker)
10. Love Is War (Desmond Child, Marti Frederiksen, Matthias Jabs, James Michael)
11. The Cross (Desmond Child, Marti Frederiksen, Matthias Jabs, James Michael)
12. Humanity (Eric Bazilian, Desmond Child, Klaus Meine)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz