1 sierpnia 2017

Iron Maiden - "Brave New World" (2000)


Koniec lat 90. XX wieku był okresem ogromnych niespodzianek. Reszta muzyków rozstała się z Blaze'em Bayley'em, oficjalnie z powodu jego problemów z głosem. To co stało się potem przeszło najśmielsze oczekiwania fanów - nie tylko na miejsce Bayley'a zatrudniono Dickinsona, ale wraz z nim powrócił również Adrian Smith. Słysząc o tym w tamtych czasach byłbym pewnie w siódmym niebie. Tym bardziej, że obaj panowie działali wcześniej w solowej grupie Dickinsona, wydając udane "Accident of Birth" i "The Chemical Wedding", nic więc nie wskazywało, że mają ochotę na powrót. Dodatkowo, w składzie zachowano Janicka Gersa (bo i po co byłoby wyrzucać tego cudaka?). A jednak cuda się zdarzają. Panowie przystąpili do pracy nad 12. studyjnym albumem Iron Maiden. Efektem jest jedno z najlepszych dokonań grupy, słusznie wielbione na całym świecie przez miłośników muzyki metalowej.

"The Wicker Man" - lepszego wstępniaka nie mogli zrobić. Znajdziemy tu chyba wszystko za co kochamy Iron Maiden, włącznie ze świetnym wokalem Dickinsona. Trochę infantylnie wypadają tylko końcowe, stadionowe zaśpiewy, ale hej, przecież do zespołu wrócił Bruce, nie czepiajmy się. I jeszcze jedno - o ile na "Virtual XI" miałem zarzuty co do gry Nicko, tak na tym albumie daje swój życiowy popis, jego gęste partie na jednej stopie są niekiedy wręcz imponujące. Kolejnym zachwycającym utworem jest "Ghost of the Navigator", dość długi. ale zdecydowanie nie nużący.

Dużo do zaoferowania pod względem muzycznym ma przemyślane w każdym szczególe nagranie tytułowe. Nabierające stopniowo coraz większej mocy, przez cały czas robi duże wrażenie. Chóralny "Blood Brothers", idealny numer koncertowy, to z kolei jedne z najładniejszych solówek Janicka Gersa. "The Mercenary" to nieco odmienna propozycja od poprzednich trzech i najbliżej mu do "The Wicker Man", czyli kolejny ironowy klasyk - ostry riff, galopująca sekcja i niestety trochę za często powtarzany refren. Do "Dream of Mirrors" mam tylko jedno zastrzeżenie - niepotrzebny zadziorny fragment na samym początku, reszta jest już wykonana na solidnym poziomie. Świetnie brzmi tu głos Bruce'a, a także potężne gitary (w końcu obecność tria zobowiązuje). Absolutnie rewelacyjnie wypada bardzo dynamiczna część instrumentalna, ze świetnym podkładem Nicko i melodyjnymi partiami gitar.

"The Fallen Angel" już tak nie zachwyca. Numer ten sam w sobie nie jest zły, ale w porównaniu zresztą longplaya wypada trochę nijako. Panowie w "The Nomad" powracają na właściwe tory. Jego klimat jest po prostu nieziemski. To chyba najbardziej progresywne nagranie na "Brave New World". W czeluściach internetu doszukano się wyraźnego podobieństwa jednego riffu do "Life's Shadow" grupy Beckett. No cóż, ciekawe czy panowie wiedzieli o tym utworze. "Out of the Silent Planet" ma znów bardzo przyjemną melodię, także podczas tej galopującej części. Bardzo lubię ten utwór, szczególnie za niesamowitą lekkość z jaką jest zagrany. Choć to nic przy wielkim zakończeniu pt. "The Thin Line Between Love and Hate" o wyśmienitej strukturze i z niebanalnym tekstem. Wisienką na torcie są wirtuozerskie solówki Dave'a Murray'a, które po prostu nie mogą nie zachwycić. Klejnot zarówno na tym albumie, jak i w całej dyskografii. Klejnot niestety niedoceniany.

Chyba jeszcze nigdy tytuł jakiejkolwiek płyty nie był tak trafny jak tutaj. Bo ten materiał to naprawdę nowy, wspaniały świat. Mimo że bardzo lubię okres Blaze'a Bayley'a w zespole, to powiedzmy sobie szczerze - Bruce Dickinson jest tylko jeden. Przy okazji należy wspomnieć o doskonałej produkcji całości, zapewnionej przez Kevina Shirley'a - dla mnie to najlepiej brzmiący album tej kapeli, pod tym względem wszystko jest tu wręcz doskonałe.

Dzięki powrotowi dwóch ważnych członków Iron Maiden w zespole znów zapanowała ogromna chemia. Muzycy pokazali, że nadal mają słuchaczom wiele do zaoferowania. Powróciła frajda ze wspólnego nagrywania, co przełożyło się na zawartość wydawnictwa, które jest dla mnie jednym z trzech najlepszych w historii kapeli. Tego słucha się po prostu REWELACYJNIE.

Moja ocena - 10/10

Lista utworów:
01. The Wicker Man (Bruce Dickinson, Steve Harris, Adrian Smith)
02. Ghost of the Navigator (Bruce Dickinson, Janick Gers, Steve Harris)
03. Brave New World (Bruce Dickinson, Steve Harris, Dave Murray)
04. Blood Brothers (Steve Harris)
05. The Mercenary (Janick Gers, Steve Harris)
06. Dream of Mirrors (Janick Gers, Steve Harris)
07. The Fallen Angel (Steve Harris, Adrian Smith)
08. The Nomad (Steve Harris, Dave Murray)
09. Out of the Silent Planet (Bruce Dickinson, Janick Gers, Steve Harris)
10. The Thin Line Between Love and Hate (Steve Harris, Dave Murray)

3 komentarze:

  1. Wiedzieli, wiedzieli o tym utworze. Przecież w latach 80. nagrali własną wersję innego kawałka z tego samego albumu Beckett, "A Rainbow's Gold" (trafił na stronę B któregoś singla z "Powerslave"). Co ciekawe, ostatnio IM zostali pozwani za plagiat "Life's Shadow", który rzekomo lub nie popełnili nie w "The Nomad", a w "Hallowed Be Thy Name", w którego tekście pojawia się podobny wers ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A tak, znam ten cover, zawsze podobała mi się w nim praca perkusji.

      Usuń
    2. A z tym oskarżeniem o plagiat, to chodzi tylko o cztery słowa pojawiające się w takiej samej kolejności: "my soul lives on". Gdyby za takie coś płaciło się odszkodowania, to każdy wykonawca byłby bankrutem ;) Oczywiście, w tym wypadku nie mam wątpliwości, że nie jest to przypadek. Ale plagiat? Jedynie inspiracja, świadoma lub podświadoma. Muzycy Beckett powinni się cieszyć, że ktoś tego kalibru się nimi zainspirował. To był przecież strasznie przeciętny zespół, który wydał jeden album, którego pewnie nie kupił nikt oprócz któregoś członka IM, i się rozpadł. Dziś już nikt by o nim nie pamiętał, gdyby Ironi nie nagrali "A Rainbow's Gold". Powinni być za to wdzięczni Harrisowi i spółce, a nie próbować bezpodstawnie wyłudzić od nich kasę. Oczywiście im się to nie uda, tak jak nie udało się w przypadku Spirit i "Stairway to Heaven" ;)

      Usuń