25 października 2017

Van Halen - "1984" (1984)


Po paśmie wielu sukcesów, w 1984 roku Van Halen wypuściło na półki sklepowe swoje szóste dzieło. Tym samym porwali się na dość radykalny krok - a to dlatego, że w kilku nagranich bardzo śmiało wykorzystano syntezatory, zgodnie z ówczesną modą na elektroniczne brzmienia. Taki zabieg mógł budzić kontrowersje, a mimo to płyta sprzedawała się rewelacyjnie. Nazwano ją po prostu... "1984". Tak na wypadek, żebyśmy nie zapomnieli w jakim roku została wydana.

Intro o nazwie "1984" musiało być niezłym szokiem w momencie wydania longplaya. Grupa już wcześniej eksperymentowała z syntezatorami (m.in. w utworze "Sunday Afternoon in the Park"), ale zdecydowanie nie na taką skalę. Obawy zatwardziałych rockowców, nienawidzących takich eksperymentów, jeszcze bardziej potwierdził największy przebój w historii kapeli, skoczny "Jump", w całości oparty na chwytliwym keyboardowym motywie. A numer to znakomity, bardzo przebojowy i niezwykle energetyczny. O ile wiele prób z syntezatorami budzi pożałowanie, tak tutaj niesłychanie dobrze udało się pogodzić takie brzmienie z zadziorną solówką gitarową. Ten znakomity poziom podtrzymuje mocniejszy (już bez syntezatorów) i niesamowicie chwytliwy "Panama", porywające nagranie ze znakomitymi wokalami i solówkami. Świetna rzecz, takiego grania aż chce się słuchać.

Może dlatego bardziej rock'n'rollowy "Top Jimmy" wypada dość blado. Sam w sobie prezentuje przyzwoity poziom, ale po dwóch poprzednich zdecydowanie nie robi już takiego wrażenia. Choć nie można zapomnieć o kolejnych niesamowicie pomysłowych partiach solowych - Eddie prezentuje tu jeszcze olimpijską formę. "Drop Dead Legs" również specjalnie nie zachwyca, ale "Hot for Teacher" to już bardzo żywiołowe nagranie. Nietypowy, połamany wstęp perkusyjny, ogniste riffy i luzacki śpiew Rotha, który zdecydowanie jest tu w swoim żywiole. Niesamowicie czadowy i dynamiczny utwór, który nie pozwala powiedzieć, że na "1984" muzycy całkowicie złagodzili swoje brzmienie. Jeszcze nie teraz.

"I'll Wait" w większości oparto na motywach syntezatora, ale paradoksalnie jest to moje ulubione dzieło z katalogu Van Halen. Kolejna niesamowicie nośna melodia, świetna partia Rotha (szczególnie w refrenie) i jedna z najbardziej klimatycznych solówek Eddiego. Nie można również zapomnieć o bardzo dobrej grze sekcji rytmicznej. Zdecydowanie warto tego posłuchać. "Girl Gone Bad" to kolejna zmiana brzmienia, więcej w tym czadu (coś jak "Hot for Teacher") niż przebojowości. Podobnie jak w zadziornym "House of Pain". Oba jednak wypadają trochę mniej przekonująco niż "I'll Wait" czy "Jump".

"1984" niejako odświeżył styl grupy. Moim zdaniem to na nim kończy się złoty (i zarazem mój ulubiony) okres w historii Van Halen - żaden późniejszy krążek nie zbliżył się do tego poziomu. Kawałki są naprawdę dobrze wykonane i przemyślane, zachowują odpowiednio przebojowy i zadziorny charakter, a ponadto całość do dziś brzmi rewelacyjnie i pod tym względem jest po debiucie drugim najlepszym wypuszczonym przez Van Halen albumem. Nie daję wyższej oceny, bo jednak kilka nagrań trochę odstaje od reszty. Mimo wszystko, "1984" to klasyk, z którym warto się zapoznać.

W dużej mierze dzięki trzem przebojowym singlom krążek był ogromnym sukcesem komercyjnym (obecnie diamentowa płyta w USA), a na koncerty nadal przychodziły ogromne rzesze fanów. Wydawałoby się, że w tym czasie nic nie jest w stanie zatrzymać składu Van Halen. Stało się jednak inaczej...

Moja ocena - 8/10

Lista utworów:
01. 1984 (Michael Anthony, David Lee Roth, Alex Van Halen, Eddie Van Halen)
02. Jump (Michael Anthony, David Lee Roth, Alex Van Halen, Eddie Van Halen)
03. Panama (Michael Anthony, David Lee Roth, Alex Van Halen, Eddie Van Halen)
04. Top Jimmy (Michael Anthony, David Lee Roth, Alex Van Halen, Eddie Van Halen)
05. Drop Dead Legs (Michael Anthony, David Lee Roth, Alex Van Halen, Eddie Van Halen)
06. Hot for Teacher (Michael Anthony, David Lee Roth, Alex Van Halen, Eddie Van Halen)
07. I'll Wait (Michael Anthony, David Lee Roth, Michael McDonald, Alex Van Halen, Eddie Van Halen)
08. Girl Gone Bad (Michael Anthony, David Lee Roth, Alex Van Halen, Eddie Van Halen)
09. House of Pain (Michael Anthony, David Lee Roth, Alex Van Halen, Eddie Van Halen)

2 komentarze:

  1. Okropny album, zawierający w sobie wszystko, za co można nienawidzić muzyki z lat 80. To połączenie heavymetalowej sztampy (wtórne, proste kawałki z banalnymi melodiami, tragicznymi chóralnymi zaśpiewami i solówkami typu "patrzcie-jaki-jestem-wspaniały", w których chodzi wyłącznie o popisywanie się szybkością grania i różnymi sztuczkami, tym bardziej bezsensowne w tak prostych kawałkach) z tandetnym brzmieniem syntezatorów, które niemiłosiernie się zestarzało (nic nie zestarzało się tak bardzo, jak syntezatory z tamtej dekady). Trudno mi wyobrazić sobie większy muzyczny kicz, niż metal i syntezatory lat 80. (choć oczywiście słyszałem bardziej kiczowate albumy metalowe / syntezatorowe).

    Swoją drogą, zastanawia mnie czemu wszystkie źródła, nawet najbardziej wiarygodne, podają tytuł "1984". Przecież na okładce widnieje rzymski zapis: "MCMLXXXIV".

    OdpowiedzUsuń
  2. Dziwna sprawa z tym tytułem, z tym "1984" pewnie chodzi o to, żeby ogólnie nazwa była bardziej zapamiętywalna, nie każdy ma pamięć do tylu rzymskich cyfr :)

    OdpowiedzUsuń