12 stycznia 2018

Metallica - "Metallica" / "The Black Album" (1991)


"...And Justice for All" był wyczerpującym, ale jednak dość udanym sprawdzianem możliwości zespołu bez Cliffa Burtona w składzie. Mimo wszystko było w nim słychać lekkie zmęczenie thrashową stylistyką. Chłopaki zapewne zdawali sobie z tego sprawę, bo na swoim piątym - i jak się okazało najpopularniejszym - albumie poszli w zupełnie innym kierunku. W rezultacie opisywana zawartość jest odwrotnością poprzednika - podczas gdy na "...And Justice for All" muzycy postanowili w znacznym stopniu pokombinować z utworami, tak tutaj skierowali się ku prostocie. Dowodzi tego już sama okładka, bardzo oszczędna w środkach - jedynie napis, wąż i czarne tło (graficzne porównania z "Back in Black" AC/DC nasuwają się same). Dzięki temu oprócz standardowej nazwy "Metallica" krążek jest także nazywany "The Black Album" (po polsku - "Czarny album").

W kontekście prostoty i przebojowości od razu pojawił się zarzut sprzedania się, komercjalizacji, wcześniej stawiany zespołowi już od 1984 roku. Tym razem doszło jeszcze oskarżenie o zdradę thrashowych ideałów. Wielu fanów nie wybaczyło im tej zmiany - na takiej opinii najbardziej zaważyło stworzenie delikatnej ballady "Nothing Else Matters". Moim zdaniem jednak to posunięcie wyszło kapeli na dobre. Nie dość że materiał nie przyniósł im wstydu, wytrzymał próbę czasu, to okazał się lepszy od lekko przekombinowanego "...And Justice for All".

Nie bez znaczenia jest także sukces komercyjny i i aż 16 milionów sprzedanych egzemplarzy w USA. Wiadomo, że Metallica była już wcześniej niesamowicie znana i duże powodzenie ich następnego dzieła było oczywiste, ale trudno oprzeć się wrażeniu, że ich 5. studyjny krążek po prostu broni się sam i nie dziwne, że sprzedał się w tak dużym nakładzie.

Standardowego producenta Metalliki Flemminga Rasmussena zastąpiono Bobem Rockiem. Dzięki temu diametralnie słychać różnicę w brzmieniu - bardzo przestrzennym, wypolerowanym, ale jednak zadziornym. Współpraca z Rockiem okazała się na tyle owocna, że nie rozstawał się on z zespołem do czasu wydania płyty "St. Anger". Pokuszę się o stwierdzenie, że "The Black Album" to najlepiej wyprodukowany longplay grupy - jakość dźwięku jest doprawdy powalająca. O ile do wielu albumów Metalliki można mieć pod tym względem zastrzeżenia, tak tutaj trzeba otwarcie powiedzieć: doskonała robota!

Jason Newsted zdążył na dobre zadomowić się w kapeli, jego instrument brzmi tym razem wyraźnie, a sam basista na niekiedy niemałe pole do popisu (m.in. wstęp do "The God That Failed" i okrutnie niedocenianego, jednego z najciekawszych w zestawie "My Friend of Misery"). Z ciekawostek - po raz pierwszy grupa nie umieściła na krążku studyjnym utworu instrumentalnego (powrócą do tego dopiero na "Death Magnetic", 17 lat później).

"The Black Album" to dzieło zupełnie inne od poprzednich, nie odnajdziemy w nim ultraszybkich riffów i gnającej na złamanie karku sekcji rytmicznej. Mimo to, trzeba przyznać, że kompozytorzy w wielu miejscach nawiązują do swojej muzycznej przeszłości - "Sad but True" czy "Old Wolf and Man" po prostu wgniatają w ziemię swoim ciężarem przy jednoczesnym przebojowym charakterze. Takich chwytliwych udanych kawałków jest tu zresztą cała masa - najlepszym przykładem "Holier Than Thou" czy "The Struggle Within" z początkowymi partiami gitar kojarzącymi się z tytułowym numerem z "Ride the Lightning" (poza tym fajnie wpleciono tu wojskowe bębny). Ciekawie brzmi również "Wherever I May Roam", nietypowo uzupełniony partią sitaru. Tempo zawrotne, a jednak wolniejsze, to już nie thrash metal, a rasowe heavy.

Trudno nie wspomnieć o najsłynniejszych utworach singlowych, gdyż dwa z nich są wisienką na torcie tego wydawnictwa. Chyba nawet najwięksi przeciwnicy zespołu muszą przyznać, że riff "Enter Sandman" to coś wybitnego i ponadczasowego. Utwór do dziś poraża swoim wykonaniem i pomysłowością (ten nietypowy fragment modlitwy w środku...). No i "The Unforgiven". Intrygujące, różnorodne partie gitar, niezapomniana melodia i chyba największy popis wokalny Jamesa złożyły się na jedną z najznakomitszych ballad rockowych w dziejach, i nie tylko z obszaru radiowego. To zupełnie nowa jakość w muzyce Metalliki. Przy tym "Nothing Else Matters" brzmi jak granie dla grzecznych dziewczynek. Również zgrabny przebój, ale jednak daleko w tyle za "The Unforgiven".

Zawsze nazywam "The Black Album" ostatnim klasycznym i naprawdę solidnym (a przynajmniej do momentu wydania "Hardwired... to Self-Destruct") dokonaniem Metalliki - w późniejszych latach grupa znacząco obniżyła loty. Słychać, że na opisywanym albumie postawiono na atrakcyjne, wpadające w ucho melodie (kosztem ultraszybkich temp). Muzycy spróbowali czegoś nowego i opłaciło się. Tego materiału po prostu chce się słuchać, mimo że są na nim spadki jakości (np. nieco kiczowaty "Don't Tread on Me"). Chociaż poziom sztandarowych dokonań Metalliki ("Ride the Lightning" i "Master of Puppets") to nie jest.

Wydawnictwo w 1991 roku mogło budzić pewne zastanowienie, szczególnie dla miłośników thrash metalu, ale dziś wiadomo, że nie był to wielki krok do tyłu, a wręcz w pewnym sensie rozwój dla zespołu, który pokazał, że i w takiej prostszej formie jest w stanie nagrywać interesujące, dość równe kompozycyjnie rzeczy. Jak na razie.

Moja ocena - 8/10

Lista utworów:
01. Enter Sandman (Kirk Hammett, James Hetfield, Lars Ulrich)
02. Sad but True (James Hetfield, Lars Ulrich)
03. Holier Than Thou (James Hetfield, Lars Ulrich)
04. The Unforgiven (Kirk Hammett, James Hetfield, Lars Ulrich)
05. Wherever I May Roam (James Hetfield, Lars Ulrich)
06. Don't Tread on Me (James Hetfield, Lars Ulrich)
07. Through the Never (Kirk Hammett, James Hetfield, Lars Ulrich)
08. Nothing Else Matters (James Hetfield, Lars Ulrich)
09. Of Wolf and Man (Kirk Hammett, James Hetfield, Lars Ulrich)
10. The God That Failed (James Hetfield, Lars Ulrich)
11. My Friend of Misery (James Hetfield, Jason Newsted, Lars Ulrich)
12. The Struggle Within (James Hetfield, Lars Ulrich)

1 komentarz:

  1. Na bloga trafiłem przypadkowo, ale będę wpadał częściej :) Zapraszam w wolnej chwili do siebie: totylkostaregranie.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń