30 stycznia 2018

Ramones - "Too Tough to Die" (1984)


Po wydaniu "Subterranean Jungle" z zespołu wyleciał Marky Ramone, a powodem tej decyzji było uzależnienie perkusisty od alkoholu. Odseparowanie muzyka od Ramones było już niejako symbolicznie zapowiedziane na okładce tamtego albumu, gdzie Marky został ukazany jako najmniej widoczny spośród wszystkich muzyków, niemalże niewyraźny, a także znacznie od nich oddalony. Ale już na samym "Subterranean Jungle" nagrano "Time Has Come Today" bez udziału Marky'ego, z muzykiem sesyjnym Billy'm Rogersem. Następcą perkusisty został Richard Reinhardt, który przyjął sceniczne nazwisko Richie Ramone. Po latach Richie wspominał - grałem wszystko dwa razy szybciej.

Na skutek rozczarowań producentami trzech poprzednich wydawnictw, przy okazji "Too Tough to Die" powrócono do współpracy z pierwszym bębniarzem Ramones - Tommy'm, który został jednym z producentów albumu (był to czwarty raz, po "Leave Home", "Rocket to Russia" i "Road to Ruin"). Dzięki temu w brzmieniu słychać zmiany na lepsze, w porównaniu do "Subterranean Jungle" materiał brzmi wręcz fantastycznie. Słychać też, że momentami twórcy udają się w coraz bardziej ekstremalne czy też metalowe rejony - "Too Tough to Die" był wówczas najcięższym krążkiem Ramones. Ciężkie riffy i mocna gra sekcji rytmicznej tylko to podkreślają. Pod względem przygotowywania materiału zaskakuje mały udział Joey'ego, który wcześniej był jednym z głównych kompozytorów Ramones. Tym razem kompozycyjnie dominuje Dee Dee, w tym czasie niejako przewodzący zespołowi. A jego celem był powrót do muzycznych korzeni i odtworzenie dawnego brzmienia. Współpraca z Tommy'm nie wydaje się więc kwestią przypadku.

W kontekście kompozycji i wykonania znalazło się kilka małych niespodzianek. Dee Dee po raz drugi śmiało użyczył swojego wokalu, i to aż w dwóch utworach - rozpędzonym "Wart Hog", uzupełnionym o krzyki Richie'ego, oraz w "Endless Vacation", w którym muzycy na zmianę grają w średnim i naprawdę szalonym tempie (fragmenty te mogą nieodparcie się kojarzyć z podgatunkiem punka - hardcore punk). Głos Dee Dee'ego jest... specyficzny, jedyny w swoim rodzaju, choć równie bełkotliwy i niewyraźny jak wokal Johnny'ego Rottena z Sex Pistols. Nie każdemu spasuje, ale na tym longplayu mi nie przeszkadza. Na następnych różnie z tym będzie. Inną niespodzianką może być "Durango 95" - bardzo krótki instrumental, nieprzekraczający czasu jednej minuty, napisany przez samego Johnny'ego Ramone. Całkiem fajny, ale tutaj niezbyt potrzebny. Chociaż ogólnie do czegoś się przydał, bo został on otwieraczem występów na żywo.

Zajmijmy się tymi lepszymi kompozycjami. Energiczny "Mama's Boy" perfekcyjnie otwiera album, a nie gorszy poziom prezentuje nagranie tytułowe. W obu kawałkach ciekawie zastosowano zabieg powtarzania pierwszej sylaby tytułu utworu, w pierwszym przypadku w refrenie, a w drugim w zwrotkach. Do udanych utworów należy też przyjemnie przebojowy i długi jak na standardy Ramones "Daytime Dilemma (Dangers of Love)", zaś w mrocznym, napisanym przez Richie'ego "Humankind" robi się całkiem intrygująco. Do najatrakcyjniejszych momentów "Too Tough to Die" zdecydowanie należy dość posępny "Planet Earth 1988" z fantastyczną, zapadającą w pamięć linią melodyczną, która w refrenie dziwnie kojarzy mi się z melodią "Tears" Rushu - ale może to tylko moje osobiste złudzenie, nie mające żadnego większego potwierdzenia.

Czas przejść do tych mniej udanych momentów. W "Danger Zone" nie znalazło się nic ciekawego, "Chasing the Night" psuje kiczowata partia syntezatora, zaś podpunkowione rockabilly "No Go" jest po prostu średniakiem. O ile kawałki te można potraktować jako wypełniacze, tak "Howling at the Moon (Sha-La-La)" z tandetną melodią i refrenem niczym z typowej piosenki disco polo muszę ocenić w charakterze wpadki. Słychać tu też wpływy synthpopu - nurtu muzyki nowofalowej, co raczej nie dodaje mu wartości. Dla mnie to zdecydowanie najgorsze nagranie w historii Ramones.

Po wielu latach eksperymentowania z brzmieniem i dodawaniu lekkich elementów popu, na "Too Tough to Die" otrzymaliśmy wreszcie kolejny klasyczny materiał, bliższy pierwszym dokonaniom Ramones. Prawdziwy powrót do korzeni. Być może dzięki współpracy z Tommy'm odżyła w muzykach energia, która zanikła na poprzednim wydawnictwie, a najlepsze zawarte tu fragmenty przypominają pierwsze, złote lata Ramones. Niestety, nie obyło się przy tym bez uchybień kompozycyjnych, ale ogólne wrażenie i tak pozostaje pozytywne.

Dobre recenzje krytyków nie przełożyły się jednak na sukces komercyjny - longplay w momencie wydania zaliczył najniższą dotychczasową lokatę na liście Billboard 200 (być może spowodowaną przez wcześniejszy, rozczarowujący "Subterranean Jungle"). Jednak dziś "Too Tough to Die" to dla niektórych fanów ostatnie wielkie dzieło Ramones. Moim subiektywnym zdaniem niekoniecznie tak jest (a poza tym nie nazwę go wielkim dziełem), ale w przyszłości tylko jeden krążek przebije ten poziom.

Moja ocena - 7/10

Lista utworów:
01. Mama's Boy (Dee Dee Ramone, Johnny Ramone, Tommy Ramone)
02. I'm Not Afraid of Life (Dee Dee Ramone)
03. Too Tough to Die (Dee Dee Ramone)
04. Durango 95 (Johnny Ramone)
05. Wart Hog (Dee Dee Ramone, Johnny Ramone)
06. Danger Zone (Dee Dee Ramone, Johnny Ramone)
07. Chasing the Night (Busta Jones, Dee Dee Ramone, Joey Ramone)
08. Howling at the Moon (Sha-La-La) (Dee Dee Ramone)
09. Daytime Dilemma (Dangers of Love) (Joey Ramone, Daniel Rey)
10. Planet Earth 1988 (Dee Dee Ramone)
11. Humankind (Richie Ramone)
12. Endless Vacation (Dee Dee Ramone, Johnny Ramone)
13. No Go (Joey Ramone)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz