Intro o
nazwie "1984" musiało być niezłym szokiem w momencie
wydania longplaya. Grupa już wcześniej eksperymentowała z
syntezatorami (m.in. w utworze "Sunday Afternoon in the Park"),
ale zdecydowanie nie na taką skalę. Obawy zatwardziałych
rockowców, nienawidzących takich eksperymentów, jeszcze bardziej
potwierdził największy przebój w historii kapeli, skoczny "Jump",
w całości oparty na chwytliwym keyboardowym motywie. A numer
to niesamowicie dobry - bardzo przebojowy i niezwykle energetyczny. O ile wiele
prób z syntezatorami budzi pożałowanie, tak tutaj niesłychanie dobrze
udało się pogodzić takie brzmienie z zadziorną, choć chaotyczną solówką
gitarową. Ten znakomity poziom podtrzymuje mocniejszy (już bez
syntezatorów) i niesamowicie chwytliwy "Panama",
porywające nagranie ze znakomitymi wokalami i solówkami. Świetna
rzecz, takiego grania aż chce się słuchać.
Może
dlatego bardziej rock'n'rollowy "Top Jimmy" wypada dość
blado. Sam w sobie prezentuje przyzwoity poziom, ale po dwóch
poprzednich zdecydowanie nie robi już takiego wrażenia. Choć nie
można zapomnieć o kolejnych niesamowicie pomysłowych partiach
solowych - Eddie prezentuje tu jeszcze olimpijską formę. "Drop
Dead Legs" również specjalnie nie zachwyca, ale "Hot for
Teacher" to już bardzo żywiołowe nagranie - nietypowy,
połamany wstęp perkusyjny, ogniste riffy i luzacki śpiew Rotha,
który zdecydowanie jest tu w swoim żywiole. Niesamowicie czadowy i
dynamiczny utwór, który nie pozwala powiedzieć, że na "1984"
muzycy całkowicie złagodzili swoje brzmienie. Jeszcze nie teraz.
"I'll
Wait" w większości oparto na motywach syntezatora, ale
paradoksalnie jest to jedno z moich ulubionych dzieł z katalogu Van Halen. Znalazła się w nim kolejna niesamowicie nośna melodia,
świetna partia Rotha (szczególnie w refrenie) czy fantastyczna, wyjątkowo melodyjna solówka Eddiego. Nie można również zapomnieć o
bardzo dobrej grze sekcji rytmicznej. Zdecydowanie warto tego
posłuchać. "Girl Gone Bad" to kolejna zmiana brzmienia,
więcej w tym czadu (coś jak "Hot for Teacher") niż
przebojowości. Podobnie jak w zadziornym "House of Pain".
Oba jednak wypadają trochę mniej przekonująco niż "I'll
Wait" czy "Jump".
"1984"
niejako odświeżył styl grupy. Moim zdaniem to na nim kończy się
złoty (i zarazem mój ulubiony) okres w historii Van Halen - żaden
późniejszy krążek nie zbliżył się do tego poziomu. Kawałki są dobrze wykonane i przemyślane, zachowują odpowiednio
przebojowy i zadziorny charakter, a ponadto całość do dziś brzmi naprawdę solidnie i pod tym względem jest po debiucie drugim najlepszym
wypuszczonym przez Van Halen albumem. Nie daję wyższej oceny, bo
jednak kilka nagrań trochę odstaje od reszty. Mimo wszystko, "1984"
to klasyk, z którym warto się zapoznać.
W dużej
mierze dzięki trzem przebojowym singlom krążek był ogromnym
sukcesem komercyjnym (obecnie diamentowa płyta w USA), a na koncerty
nadal przychodziły ogromne rzesze fanów. Wydawałoby się, że w
tym czasie nic nie jest w stanie zatrzymać składu Van Halen. Stało
się jednak inaczej...
Moja ocena - 7/10
Lista utworów:
01. 1984 (Michael Anthony, David Lee Roth, Alex Van Halen, Eddie Van Halen)
02. Jump (Michael Anthony, David Lee Roth, Alex Van Halen, Eddie Van Halen)
03. Panama (Michael Anthony, David Lee Roth, Alex Van Halen, Eddie Van Halen)
04. Top Jimmy (Michael Anthony, David Lee Roth, Alex Van Halen, Eddie Van Halen)
05. Drop Dead Legs (Michael Anthony, David Lee Roth, Alex Van Halen, Eddie Van Halen)
06. Hot for Teacher (Michael Anthony, David Lee Roth, Alex Van Halen, Eddie Van Halen)
07. I'll Wait (Michael Anthony, David Lee Roth, Michael McDonald, Alex Van Halen, Eddie Van Halen)
08. Girl Gone Bad (Michael Anthony, David Lee Roth, Alex Van Halen, Eddie Van Halen)
09. House of Pain (Michael Anthony, David Lee Roth, Alex Van Halen, Eddie Van Halen)
Okropny album, zawierający w sobie wszystko, za co można nienawidzić muzyki z lat 80. To połączenie heavymetalowej sztampy (wtórne, proste kawałki z banalnymi melodiami, tragicznymi chóralnymi zaśpiewami i solówkami typu "patrzcie-jaki-jestem-wspaniały", w których chodzi wyłącznie o popisywanie się szybkością grania i różnymi sztuczkami, tym bardziej bezsensowne w tak prostych kawałkach) z tandetnym brzmieniem syntezatorów, które niemiłosiernie się zestarzało (nic nie zestarzało się tak bardzo, jak syntezatory z tamtej dekady). Trudno mi wyobrazić sobie większy muzyczny kicz, niż metal i syntezatory lat 80. (choć oczywiście słyszałem bardziej kiczowate albumy metalowe / syntezatorowe).
OdpowiedzUsuńSwoją drogą, zastanawia mnie czemu wszystkie źródła, nawet najbardziej wiarygodne, podają tytuł "1984". Przecież na okładce widnieje rzymski zapis: "MCMLXXXIV".
Sam jestes okropny. Ta plyta jest genialna
UsuńFilip... Czy to ty?
UsuńNie, to nie byłem ja, aczkolwiek komentarz choć krótki to bekowy.
UsuńI też niezbyt lubię ten album, chociaż "Panama" to dla mnie jeden z lepszych momentów VH, nawet na debiucie by błyszczał. I tyle. Poza tym parę efektownych choć nie za dobrych singli - znany ze stukania Hot For Teacher i Jump który mógłby zostać wydany po raz drugi jako "Małysz Theme" ;) Całość, oceniłbym pewnie nisko, ale musiałbym do tego wracać, a tego na pewno nie zrobię.
Dziwna sprawa z tym tytułem, z tym "1984" pewnie chodzi o to, żeby ogólnie nazwa była bardziej zapamiętywalna, nie każdy ma pamięć do tylu rzymskich cyfr :)
OdpowiedzUsuńNa pewno chodzi o Orwella :D
UsuńWedług mnie takie 3/10 - to jest taka sama muzyka jak w przypadku Deff Leppard, G'n'R itp. Jedynymi urozmaiceniami, prócz typowych dla hard rocka, jest syntezatorowy wstęp (swoją drogą syntezatory te brzmią infantylnie i kiczowato), który przechodzi w "Jump" - który zawiera nawet fajny motyw organowy pod koniec (solo na organach), jednakże wada jest taka sama jak we wstępie - brzmi to przestarzale i kiczowato, w dodatku jest nieskomplikowane. Dalej mamy normalną sztampę z jakimiś tam popisami nie wychodzącymi poza ramy hard rocka. "Drop The Legs" jest trochę spokojniejszym utworem, z fajnym wstępem, trwającym jednak zaledwie 15 sekund (nieco bluesrockowym), cały kawałek wyróżnia się, jak na ten album, nawet fajną melodią."Hot For The Teacher" jest w kilku miejscach przerywany bezsensownymi dialogami, przez co kawałek sprawia wrażenie niedorobionego. Później mamy syntezatorowy "I'Will Wait", który przez owe brzmi jak jakiś popowy hit w stylu Tiny Turner, Madonny, Pointed Sisters (prędzej tych ostatnich). Następnie "Girl Gone Bad" ze spokojniejszym wstępem, posiadającym nawet fajną melodię, jednak zbyt banalnym. Ogólnie, parę tysięcy innych zespołów byłoby w stanie nagrać taki album- jest to typowy, sztampowy, prosty hard rock 80's, nic szczególnego, a wokal Davida Lee Rotha nie pomaga w jego przesłuchaniu (okrzyki, onanizacja)
OdpowiedzUsuń